Dorota Schrammek: Horyzonty uczuć

Dorota Schrammek: Horyzonty uczuć

 Mierząc odległość
Czasem sięgając po jakąś powieść nie spodziewam się za wiele. Uprzedzam się patrząc na okładkę, czytając opis, a nawet przez brzmienie tytułu. Najprościej mówiąc powieści obyczajowe czytam nieczęsto z obawy przed schematycznością i klimatem zaczerpniętym prosto z „Mody na sukces”. Kiedy pojawiła się możliwość przeczytania Horyzontów uczuć uznałam, że branie ich do recenzji nie jest najlepszym pomysłem. Skoro zazwyczaj unikam takich książek jak miałabym się obiektywnie wypowiedzieć. Niemniej zdecydowałam się. Nie wiem co mną kierowało, to teraz nie ma już znaczenia. Ważniejsze jest to, jak bardzo książka przypadła mi do gustu. Najpierw jednak poświęcę chwilę i postaram się przybliżyć fabułę (bez strachu: spoilerów nie będzie). W tym miejscu przestrzegam przed czytaniem opisów z okładki, szczególnie tego na tylnym „skrzydełku”. Niebezpiecznie ociera się o zaspoilowanie niemal całej akcji.
 
Na kartach powieści śledzimy losy kilku kobiet w różnym wieku. Matylda, Iwona, Zoja, Aldona, Dorota. Każda z życiorysem pełnym wydarzeń, o których wolałby zapomnieć, a jest to niemożliwe chociażby ze względu na rodzinę. Śledzimy losy kobiet stawianych ciągle przed koniecznością podejmowania decyzji, które nie są ani miłe, ani łatwe, ale to nie zmienia faktu, że będą konieczne, aby bohaterki nauczyły się dbać również o siebie. Co ciekawe autorka nie skupia się tylko na kobietach. Wśród bohaterów umieszcza również Ryszarda, opiekującego się Antosiem, Roberta – męża Iwony oraz Piotra, który jest synem Matyldy. 
Splot wydarzeń doprowadza bohaterów do pojawienia się w Pobierowie, gdzie Matylda łączy prowadzenie pensjonatu z funkcją sołtysa. Razem z nią obserwujemy gości pensjonatu i zastanawiamy się jak pomóc w rozwiązaniu dręczących ich problemów.
 
Autorce udaje się stworzyć ciepłą opowieść o relacjach rodzinnych. Kładzie duży nacisk na rolę, jaką w życiu człowieka odgrywa rozmowa i zaufanie. W prostych słowach mówi o tym co najważniejsze, unikając w ten sposób zbędnej patetyczności i wzniosłości. Kreowani przez nią bohaterowie to ludzie, wśród których łatwo się odnajdziemy, których zrozumiemy. Ponadto widać, że zna od podszewki dynamikę wiejskiego życia i potrafi ją przenieść na karty powieści. Przykładem jest zachowanie Jagusiakowej – jednej z bohaterek pobocznych, której zdawałoby się siostry bliźniaczki można ciągle spotkać na polskich wsiach. Najprościej byłoby ją nazwać „moherowym beretem”, kobietą przekonaną, że o wierze i zasadach moralnych wie więcej niż Bóg, w którego, jak utrzymuje, wierzy. Z początku trudno nie oburzać się na jej zachowanie, ale i w jej przypadku jesteśmy sprowadzani na ziemię z góry stereotypów. Jak kończą się losy bohaterów, których jedne wakacje złączyły w grupę zależnych od siebie osób? Tego oczywiście nie zdradzę. Powiem natomiast, że książkę polecam serdecznie. Nie jest ciężka, skomplikowana, a skończenie jej w jeden wieczór nie powinno stanowić większego problemu. Czytelnik za poświęcony czas dostaje w zamian przeświadczenie o miło spędzonych godzinach.
 
Oczywiście nie mogę powiedzieć, że książka jest w pełni bez wad. To dalej pozostaje powieść obyczajowa, od której nie można wymagać skomplikowanej fabuły, wielkich zaskoczeń. Po prostu ich tam nie ma, ale nie uważam tego za wielki minus powieści. Owszem dość szybko jesteśmy w stanie przewidzieć niektóre wątki, jednak dzięki „smaczkom” wplecionym w fabułę czytelnik nie odczuwa permanentnej irytacji. Warto zaryzykować, nawet jeśli tak,  jak ja zazwyczaj obchodzicie obyczajówki szerokim łukiem.
 
Jeśli o mnie chodzi ucieszyłam się czytając historię pełną przekonania, że dobro i życzliwość to nie tylko utopia. One są możliwe i w ogólnym rozrachunku opłacalne. Co najważniejsze wcale nie trzeba się po nie wybierać na drugi koniec świata, ponieważ cytując autorkę „prawdziwa pielgrzymka liczy sobie czterdzieści centymetrów. Tyle dzieli serce od rozumu.” Myślę, że „Horyzonty uczuć” warto przeczytać by sobie to uświadomić, a także sprawdzić na jakim etapie tej podróży jesteśmy my sami. Może się przecież okazać, że jeszcze nawet nie ruszyliśmy w drogę.
 
Polecam!
 
 
Za książkę dziękuję autorce!
Po więcej informacji o Dorocie Schrammek zajrzyj na jej profil na Facebooku!

Pozdrawiam
Ania – Księganna