Marina Nemat: Uwięziona w Teheranie

Marina Nemat: Uwięziona w Teheranie

 

 

 Granica odwagi
„- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?- spytał, przeczytawszy wreszcie mój tekst.
Byliśmy wówczas małżeństwem od siedemnastu lat.
– Próbowałam, ale nie mogłam… wybaczysz mi?- powiedziałam
– Nie mam czego. Ale czy TY wybaczysz MI?
– Co miałabym ci wybaczyć?
-To, że nigdy nie spytałem.”


Dialogów jak ten i podobnych literatura faktu, wspomnieniowa zna wiele. I w takich książkach są one najbardziej poruszające. Wiemy bowiem, jako czytelnicy, że to o czym będziemy za  chwilę czytać nie ma w sobie nic z fikcji literackiej. Sięgając po literaturę opartą na faktach wiemy, że mówiąc oględnie „nie zwykła brać jeńców”. Każda strona może kryć opisy, jakie trudno nam będzie uznać za prawdziwe, a jednak ciągle mamy świadomość, że takie właśnie są. Po co zatem  powstają takie książki? Odkupienie? Przestroga? A może coś jeszcze innego?

Na Uwięzioną w Teheranie autorstwa Mariny Nemat natrafiłam kila lat temu w  wiejskiej bibliotece. Wzięłam spodziewając się czegoś w stylu Historii pisanych przez życie – wielotomowej serii wydawanej przez Hachette. Miało zagrać na emocjach, chwilę potrzymać, a potem puścić. Nie przypuszczałam, że będzie to książka, którą pokocham tak bardzo, że będę notorycznie płacić  za przetrzymywanie jej w domu i snuć plany podprowadzenia jej stamtąd pod pretekstem zgubienia, pożarcia przez psa (względnie kosmitów). Przed wprowadzeniem tych zamierzeń w życie  chroniła mnie tylko świadomość, że jeśli ja oddam przeczytają ją też inni, na czym mi bardzo zależało. Ostatecznie naturę złodzieja poskromiłam w tym roku zyskując wreszcie własny egzemplarz.

Jeśli ktoś choć trochę śledzi polski rynek wydawniczy, wie, że wspomnień z krajów w których dominująca religią jest islam pojawia się coraz więcej. To trudny temat, odmienna kultura, zwyczaje, hierarcha społeczna.  Nakładając rozwijające się na świecie obecnie niepokoje trudno dziwić popularności tej tematyki. Mechanizm jest prosty „Poznaj wroga zanim przyjdzie ci się z nim mierzyć”. Pozostaje pytanie: czym książka Nemat wyróżnia się na tle pozostałych  z tego gatunku?  Choć pozornie skupia się na cierpieniu usuwa je z centrum zainteresowania na rzecz człowieczeństwa i jego ratowania za pomocą relacji. Jednak po kolei.

Fabuła książki rozpoczyna się po kilkunastu latach od wydarzeń będących epicentrum. Marina z mężem i dwoma synami mieszka w  Toronto, myśląc, że wreszcie ułożyła sobie spokojnie życie, którym będzie się mogła tylko cieszyć. Wtedy przestaje sypiać, zmagając się wieczorami z zalewającymi ją wspomnieniami  Evin– najsłynniejszego( bynajmniej nie z pozytywnych względów) więzienia politycznego w Iranie, które istnieje po dziś dzień.  Ma świadomość, że nie może ciągle uciekać od przeszłości, a choć nie pisze o tym wprost wydaje się zdeterminowana by w końcu jakoś opowiedzieć o tym co przeszła. Decyduje się to zapisać, a ukończony rękopis daje do przeczytania mężowi. To wtedy następuje cytowany z początku dialog.

Marina Nemat zostaje aresztowana 15 stycznia 1982 roku, mając szesnaście lat. Dlaczego? Z powodu swojej nauczycielki, której ośmiela się zwróć uwagę, że lekcja matematyki to niekoniecznie miejsce na wykład prorządowy.  Czytając kolejne rozdziały, w których wydarzenia z Evin przeplatają się z wspomnieniami dziewczyny zaczynamy dostrzegać, że to wyłącznie wierzchołek góry lodowej  tworzącej się od wczesnych lat dziecięcych. Co istotne Marna żadnej swoje działalności sprzed Evin nie rozpatruje pod względem rewolucji czy sprzeciwu wobec frakcji rządzącej. Robi i mówi to, co uważa za słuszne, zgodne z prawdą. Ta momentami naiwna szczerość niejednokrotnie wpędzi ją w kłopoty, ale i z nich wyciągnie, dając siłę do mierzenia z zastaną rzeczywistością wiezienia, gdzie o wiele zdrowiej jest zapomnieć, że miało się życie poza murami.

Na kartach tej książki, razem z bohaterką stawiamy sobie pytania o honor, odwagę i o to, czyje życie wolno  nam narazić w imię własnych przekonań. Zastanawiamy się nad różnicą między  działaniem w imię poświęcenia, a działaniem ze strachu. A co najważniejsze staramy się zrozumieć ludzi zdolnych jednoczenie do kochania jednych i krzywdzenia innych.

Właśnie niejednoznaczność jest siłą tych wspomnień. Wraz z biegiem wydarzeń zaczyna zacierać się granica między tymi „dobrymi”, a tymi „złymi”- czytelnik tak samo jak Marina zaczyna się w tym gubić. I dobrze. Jeśli ta książka czegoś uczy to właśnie obala mit kontrastu między czarnym i białym. Ludzie nie są tylko źli, lub tylko dobrzy. Siła to natomiast nie tylko broń i pozycja w hierarchii.

To jedna z niewielu książek tak dobitnie pokazujących, że siłą człowieka może być dobro jakie okazuje innym, a także jego zdolność do kochania. Myślę, że już samo to powinno zachęcić do zwrócenia na nią uwagi.
   
Od strony technicznej jest  bardzo dobrze. Książka  jest w twardej oprawie i posiada obwolutę. 334 strony tekstu wydrukowano przejrzyście na kremowym papierze co znacząco ułatwia czytanie. Błędów redaktorskich nie dostrzegłam żadnych, a jak mówię czytałam ją tyle razy, że mało prawdopodobne bym coś przeoczyła. Moim zdaniem ozdoba biblioteczki.

Z całego powyższego tekstu czytelnik mógł się już domyślić, że polecę tę książkę. I robię to, ale dodam jeszcze może, że osoby, które zazwyczaj nie sięgają za tego typu literaturę namawiam, aby dla tej jednej książki zrobiły wyjątek. Satysfakcja gwarantowana.
 
Pozdrawiam
Ania- Księganna