Janusz L. Wiśniewski : Bikini

O tym, jak świt wstaje pomimo końca  świata.

 

Powieści z kręgu inspirowanych II wojną światową jest wiele. Wydarzenia spomiędzy lat 1939- 1945 odbiły się szerokim echem nie tylko w Polsce i wpłynęły na późniejsze losy wielu. Rozbite rodziny, masowe mordy, zaginięcia do dziś wywołują w ludziach stan, jaki trudno określić. Jest przecież  sporo pytań, które na zawsze pozostaną bez odpowiedzi i to bez względu na starania historyków.
Przywykliśmy, szczególnie w Polsce do pewnego schematycznego myślenia o ofiarach wojny, które to myślenie ma solidne motywy. Rzadko zdarza się nam czytać powieści osadzone w realiach II wojny światowej, które w roli bohatera, bądź ofiary stawiają Niemców. Podświadomość i pewne wzorce myślowe, każą nam, niejako z automatu, przypomnieć sobie, że to przecież Niemcy wybrali Hitlera, to oni jemu zaufali i to oni  w rezultacie dopuścili do wywołania wojny. Oczywiście w powyższym jest wiele prawdy. Musimy sobie jednak przypomnieć, że nawet w Niemczech byli ludzie niegodzący się z polityką NSDAP. „Solidną robotę” w przypominaniu tego faktu  wykonał Markus Zusak, pisząc Złodziejkę książek. Odbiła się szerokim echem w społeczności czytelników i podbiła wiele serc. W zasadzie trudno nawet opisać jej fenomen, choć oczywiście nie uniknęła też sporego grona antyfanów, co widać chociażby po opiniach na LC.  Złodziejka niedługo zresztą pojawi się na blogu i wtedy napiszę o niej więcej.
Dziś czas na powieść o podobnym wydźwięku napisaną przez Polaka. Nie da się ukryć, że to niezwykle ryzykowne posunięcie, ale  bez wątpienia opłacalne. Można powiedzieć nawet, że zwróciło się z nawiązką. Poświęćmy chwilę BikiniJanusza Leona Wiśniewskiego.
Jeśli ktoś, tak jak ja wcześniej, kojarzy autora tylko z S@motnością w Sieci i spodziewa się podobnych klimatów może się przeliczyć. Bikinijest znacznie bardziej rozbudowana, a przeplatające się wątki ociekają szczegółami z każdej strony. Powieść wymaga od czytelnika o wiele więcej uwagi, ale równocześnie dużo więcej mu oferuje.
Unikając spoilerów mogę powiedzieć tyle:
Akcja rozpoczyna się wczesnym rankiem 14 lutego 1945 roku w Dreźnie, w którym zbudzona z płytkiego snu Anna Marta Bleibtreu próbuje zmierzyć się z myślą, że co prawda żyje, ale Drezno, jakie znała dotąd przeszło do historii- zwyczajnie nie istnieje. Obraz miasta, przez nią opisywany jest niezwykle plastyczny i czytelnik chodzi razem z nią ulicami bez ulic. Anna- zapalony 22 letni fotograf- w niewielkiej walizeczce, jaką sobie spakowała, uratowała aparat i teraz odliczając pieczołowicie miejsce na kliszy fotografuje kataklizm. Razem z nią próbujemy zrozumieć, jak to możliwe, że w przeciągu jednej nocy z domu pełnego szczęśliwych wspomnień zostaje tylko deska, a człowiek ostentacyjnie wzbrania się przed poznaniem nowych imion, byle tylko nigdy więcej nie cierpieć po stracie.
 
„Nie mam papierosów. Nie palę, odkąd wybuchła wojna. Nie chciałem popadać w zbyt dużo uzależnień. Wystarczy mi, że piję. Poza tym nie mamy także bułek na śniadanie. Dzisiaj piekarniana na rogu wyjątkowo nie była otwarta. To głównie przez to, że nie ma rogu…”

 J. L. Wiśniewski: Bikini, s.74

Autor  nie ma skrupułów. W zwrotnym dla Anny momencie, przerywa jej historię i  na scenę wprowadzony zostaje Stanley Bredford- redaktor New York Times’a, człowiek niestroniący od używek i kobiet, który zostaje wysłany „na wojnę” z zadaniem  przedostania się do Drezna i zrobienia zdjęć.
Czy Annie i Stanleyowi uda się spotkać? Co to w zasadzie jest tytułowe Bikini i  jaką rolę odegra? Tego oczywiście nie zdradzę.
Powieść Wiśniewskiego to historia relacji. Przede wszystkim rodzinnych, ale również więzi łączących przyjaciół. Postaci tworzone przez autora łatwo rozróżnić, a ich zachowanie jest mocno podparte w przypisanym charakterze. Nietrudno się z nimi zżyć, wspólnie z nimi płakać, wspominać. Odkrywać, że świat po różnych kataklizmach i często wbrew logice trwa dalej.
Serdecznie polecam nawet tym czytelnikom, którzy zazwyczaj omijają taką  tematykę. Wojna jest sporą częścią fabuły, ale mimo to jej nie dominuje. Poprzez wspomniane już plastyczne opisy, rozsiane po książce fotografie oraz styl pisania, zaprezentowany w tej książce- skupiający się na odczuwaniu, doświadczaniu, dotyku, czytelnik nie jest w stanie odłożyć książki, nawet, jeśli początkowo miał trudności z jej szczegółowością.
Przy okazji wspomnę o wersji audio tej książki. Czytający ją Rafał Królikowski stworzył niesamowity klimat. Właśnie w tej wersji pierwszy raz spotkałam się z tą książką i w połowie ponad szesnastu godzin nagrania poleciałam do księgarni.

Poniżej link do fragmentu:

W mojej opinii to jedna z lepszych polskich książek, szkoda więc, że tak mało znana, choć wydana w 2009 roku. Tych, którzy już przeczytali zapraszam  do dyskusji w komentarzach, a pozostałym doradzam sięgnąć. Chciałoby sięnapisać: satysfakcja gwarantowana, ale to trochę nie na miejscu, zważywszy na tematykę. Jedno jest pewne. Historia na długo zostaje z czytelnikiem i jest władna zmienić jego spojrzenie na otaczający go świat.

Pozdrawiam
Ania- Księganna