Lewis Carroll : Alicja w Krainie Czarów i Po drugiej stronie Lustra

Lewis Carroll : Alicja w Krainie Czarów i Po drugiej stronie Lustra

Kogo to sen?

 

„Alicja w Krainie Czarów”, którą napisał Lewis Carroll to dzieło kultowe. Produkcje powstałe na podstawie dwóch tomów tej opowieści do dziś rozpalają wyobraźnię nie tylko młodszych odbiorców.
Wystarczy wspomnieć filmy Tim’a Burtona, które – prawda – znacząco odbiegają od fabuły pierwowzoru, zachowują jednak ten sam niepowtarzalny klimat. Co takiego jest w książce, której pierwszy tom został wydany 4 lipca 1865 roku, że nawet w 2016 roku fani niecierpliwie czekają na kolejne jej adaptacje? Postanowiłam, że zanim w kinach pojawi się kolejny film, ja przeczytam pierwowzór. Tak zaczęły się moje problemy czytelnicze, zdolne zablokować postęp czytelniczy na miesiąc. Po kolei.

  … ZŁOTO!  Polacy też potrafią  WYDAĆ!

Żeby coś przeczytać trzeba to mieć. Truizm. Na polskim rynku wydawniczym jest wiele wersji tej książki. Wydawało mi się jednak, że żadne z nich nie jest tak piękne, jak wydanie zafundowane czytelnikom przez Barnes & Noble. Jeśli śledzicie polską strefę BookTube na pewno je kojarzycie. Piękne, skórzane, różowe. Z pewnością warte swojej wysokiej ceny. Kupiłabym je gdyby nie jeden, zasadniczy problem. Czytanie po angielsku to ciągle jeszcze nie jest moja mocna strona. Próbuję coś z tym robić, choćby ze względu na „The Kingdom of Little Wounds„, które mam i bardzo chcę przeczytać, niemniej wiara, że przeczytałabym „Alicję…” w oryginale, w zamierzonym terminie ma w sobie wiele z totalnego szaleństwa.

Wklejka też wymiata
Alicja

Pozostała mi zatem nadzieja, że uda się znaleźć jakieś ładniejsze wydanie polskiej wersji tej książki. Okazało się to możliwe, kiedy Paweł z P42 (link do Kanału Pawła) zrobił film, w którym wspomniał o wydaniu, jakie odnalazł w biblioteczce rodziców, ratując tym samym moje złamane serce.

Mowa o wersji wydanej przez Wydawnictwo „Alfa”, które w 1986 roku wypuściło przepiękną edycję. Zastanawiając się do czego porównać poziom wydania, przeglądałam biblioteczkę i najprościej będzie odnieść się do najnowszego, ilustrowanego Pottera. Nic dodać, nic ująć. Nawet formatem są podobne. Zważywszy na rok wydania książkę można kupić tylko z drugiej ręki, co też zrobiłam(płacąc z przesyłką 38 zł). Kiedy dostałam ją w swoje ręce, niemal automatycznie wyleczyłam się z chęci posiadania wersji anglojęzycznej. Zanim jednak opowiem więcej o szacie graficznej poświęćmy chwilę na opis fabuły. Postaram się uniknąć spoilerów.
Alicja. Dziecko zadziwiająco pewne, że wie i rozumie wiele. Z tym przekonaniem, równać się może tylko wyobraźnia dziewczynki, która znacząco wpływa na to jak postrzega ona świat. Kiedy bohaterka wyrusza w ślad za Królikiem czytelnik nie może z całą pewnością powiedzieć czy to sen, czy raczej jawa. Spotykani przez nią mieszkańcy Krainy  Czarów są przerysowani, wyraziści, ale jednocześnie niespełna rozumu. Alicja zdaje się to dostrzegać, mimo to wplątuje się w rozmowy pozbawione sensu, dokładając przysłowiowej oliwy do ognia. Alicja to bohaterka, która bardzo często mówi jedno, robi drugie, a myśli trzecie. Niepohamowana ciekawość zapędza ją w miejsca, w których nie potrafi się odnaleźć i konfrontuje się z rzeczywistością stopniowo zdając sobie sprawę, że tupanie nóżką i ciągłe udowadnianie swoich racji, często nie przynosi zamierzonych skutków. Dzieje się tak chociażby dlatego, że wielu  spotykanych przez nią bohaterów nie ma najmniejszej ochoty słuchać tego, co ona chciałaby akurat powiedzieć. Mają przecież własne światy, których zgłębianie stawiają na pierwszym miejscu.
Szalone Tea Time   
Rycerz w akcji

Ciężko mi określić jak na wydarzenia z książki patrzą dzieci, ponieważ czytam ją po praz pierwszy dopiero mając 26 lat. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że opowieść o przygodach Alicji nie nadaje się do samodzielnego czytania przez dzieci poniżej 13 roku życia. O ile wydarzenia nie są skomplikowane, i dość łatwo je śledzić, o tyle dialogi i reakcje bohaterów dla młodszych odbiorców mogą okazać się niezrozumiałe. Co warto podkreślić istnieje spory rozdźwięk pomiędzy tym co znamy z ekranizacji, a książkowym pierwowzorem. Postacie z książki są bardziej ironiczne, bezwzględne i miejscami straszne. Wystarczą pierwsze rozdziały, żeby przywyknąć do sposobu opisywania wydarzeń, a klimat  niesprecyzowanego, podszytego niepokojem snu jest absolutne nie do podrobienia. Tu brawa dla tłumacza- Roberta Stillera, za utrzymanie tego wrażenia.

Jej niespełna 230 stron czytałam przez niemal cały miesiąc. Byle tylko się nie spieszyć i zrozumieć tyle ile będę w stanie. Chociaż dopiero skończyłam pierwszą lekturę, a głowę wypełniają mi różne przemyślenia, które- nie boję się tego powiedzieć- trudno mi tu w pełni wyrazić, już teraz wiem, że czeka mnie jeszcze co najmniej jedno podejście do tej publikacji.
Nie da się ukryć, że na odbiór książki wpływają wypełniające ją ilustracje. Są ciemniejsze niż można się tego spodziewać po książce adresowanej do dzieci, niemniej  styl ich wykonania sprawia, że przyciągają wzrok i mocno zapadają w pamięć. Nie dziwi fakt, że książka w omawianym przeze mnie wydaniu otrzymała wiele nagród o czym dowiadujemy się z jej stopki redakcyjnej. Możecie mi wierzyć lub nie- zasłużyła. Autorem ilustracji jest Dušan Kállay.
Pisząc o „Alicji w Krainie Czarów„, zdałam sobie sprawę, że tak samo jak nieokreślona jest sama opowieść tak i o recenzję jest trudno. Obawiam się, że nie potrafię napisać o tej książce tak, jak na to zasługuje. Czy polecam? Zdecydowanie, ale zaznaczam, że nie ma co oczekiwać łatwej i w pełni zrozumiałej lektury. Warto podjąć wyzwanie jakie rzuca i wyciągnąć z  tego, co oferuje ile tylko można. Niemałe zdziwienie i zaskoczenie całkiem możliwe.
Jeśli czytaliście już „Alicję…” zapraszam do dyskusji o tym tytule.
Pozdrawiam
Ania -Księganna