Limit szczęścia z Bolesławem w tle: Spotkanie z Elżbietą Cherezińską i wystawa IMAGINES MEDII AEVI [15 maja 2016]

Limit szczęścia z Bolesławem w tle: Spotkanie z Elżbietą Cherezińską i wystawa IMAGINES MEDII AEVI [15 maja 2016]

Należy Wam się opowiastka tytułem wstępu.
Rok 2012. Księganna- jeszcze wtedy bez zapędów blogowych ma trochę uwolnionej gotówki i idzie kupić książkę. Tym razem spędzi w księgarni nieprzyzwoicie dużo czasu, by w końcu wziąć książkę autorki, której kompletnie nie zna. Elżbieta Cherezińska? Kto to jest? Ulega namowom. Kupuje. Czyta. Przepada. Wie, że w jej literackim półświatku nastąpiła rewolucja. Nikt tak jej wcześniej (no może poza babcią) nie opowiadał historii. Co robi Księganna? Wykorzystuje listę urodzinową na długo przed terminem i kupuje co tylko się da, a wyszło spod pióra najlepszej polskiej pisarki (opinia w pełni subiektywna) Pojawiają się pierwsze myśli, że może by tak pojechać na jakieś spotkanie z tą pisarką.
Rok 2016. Cherezińska dalej w modzie, a projekt pt. muszę mieć wszystko, co napisała podlega systematycznej  realizacji. Przegapiam, albo po prostu nie mogę udać się na żadne z nią spotkanie. Może też troszkę „cykam”. Jak miałabym rozmawiać z człowiekiem, którego geniusz historyczny wbija mnie w dziecięce bamboszki? Przecież wiadomo, że się zbłaźnię.
Plakat promujący spotkanie
Z nagła spotykam Przemka Kossakowkiego(relacja TU) i okazuje się, że nie tak znów trudno gadać z kimś znanym.  Niedługo po powrocie ze Szczecina na FB pisarki odnajduję banerek, że spotka się z czytelnikami w poznańskim  Muzeum Narodowym w niedzielę (15.05.2016).
 

 

Namawiam brata i jedziemy. Na wariata w pociągu obmyślam pytania, bo przecież nie przepuszczę okazji. Nie zraża mnie nawet to, że co chwilę pada, a pociąg jak na prehistorię techniki przystało „rozkracza się” i na miejsce trafiamy godzinę później niż to było planowane. Na szczęście mamy zapas. Lokalizujemy salę w Muzeum, kupujemy bilety na wystawę , a wtedy…

 

… odwracam się i momentalnie dostaję kręćka. Obok mnie przechodzi z uśmiechem Elżbieta Cherezińska. W głowie przelatują mi setki myśli. Wspominam dni czytania jej książek, myślę co powiedzieć, żeby nie wyjść na świra, a spróbować poprosić o chwilę rozmowy. Najbardziej jednak mam ochotę ją uściskać i podziękować za to, że pisze. I wiecie co? Oczywiście nic z  tego nie robię. Chwilowo mój zdrowy rozsądek mierzy sobie ponad 1,90 i na co dzień jest moim bratem. Swoją aktywność ograniczam do nieśmiałego „dzieńdobry” i idę na wystawę.

 

 

IMAGINES MEDII AEVI

 

Najprościej mówiąc z okazji 1050 Chrztu Polski Muzeum Narodowe przygotowało  wystawę poświęconą sztuce średniowiecznej z okresu od 966 do około 1530 roku. Na wystawie będą eksponowane zabytki z całej Polski. Założeniem ekspozycji jest ukazanie niezwykłego bogactwa sztuki tego okresu w oparciu o wybór znakomitych dzieł przechowywanych w zbiorach państwowych i kościelnych.[1]Cała wystawa to 100 eksponatów różnego rodzaju, łączących w sobie aspekty ważne z punktu widzenia kultury oraz historii naszego kraju. Jeśli kogoś to bardziej zaciekawi dodam może, że wystawa objęta jest patronatem honorowym Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Dudy i patronatem Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego Metropolity Poznańskiego. Tyle z wiadomości zaczerpniętych ze strony poświęconej wystawie, którą odnajdziecie TUTAJ. Zawiera opis najważniejszych eksponatów oraz wydarzeń z nią powiązanych. Wystawę można  zwiedzać do 17.07.2016.

 

Jak to wygląda z punktu widzenia laika – zwiedzacza, który nawet lubi opowieści z historii, ale daty myli do dziś? Niezapomniane. Kreator wystawy się postarał. Stworzył klimat odczuwalny podczas chodzenia.  Odwiedzający, o ile nie będą się spieszyć mają szansę wczuć się i zaciekawić. Warto poświęcić jedno wolne popołudnie i pójść, przyjrzeć się i mieć  sztukę na wyciągnięcie ręki. Dla fanów prozy Cherezińskiej to też ciekawe, ponieważ zobaczą niektóre przedmioty i style jakie przewijają się przez karty jej powieści.

Wcale nie wyglądam jakbym tańcowała między zabytkami, prawda?

Jeśli pójść tam z kimś, z kim da się pożartować i wymyślać nowe nazwy, wykorzystanie dla eksponatów kabaret gotowy (tak- nawet tydzień później zastanawiam się jak to się stało, że mnie nie wyproszono). Poniżej zdjęcia z wystawy.

 

 

Romańska kadzielnica z Trzebnicy

 

Akwamanila

 

Madonna szafkowa z Lubiszewa Tczewskiego

 

Relikwiarz z kością palca Chrobrego

 

 

Kopia włóczni ofiarowanej Bolesławowi na Zjeździe Gnieźnieńskim w 1000 r.

 

Obraz pasyjny z Torunia

 

Gra w dwa ognie. Bolesław Chrobry. Burzliwa droga do korony.

 

Pora na gwóźdź programu. Czas na wykład. Chcemy siedzieć, więc zaraz po wyjściu z wystawy lecimy  zająć miejsca. Zdziwiona rejestruję, że ludzi nie ma za dużo, a średnia wieku czyni za mnie przedszkolaka grupy. Na szczęście dosłownie na chwilę przed spotkaniem sytuacja się poprawia. Wyciągam notatnik, chociaż mam pełną świadomość że nie zapiszę za wiele rozwojowych cytatów. I to wcale nie dlatego, że ich nie będzie. Będą, ale ja  nie zdążę zanotować woląc słuchać. Rzadko ma się okazję spotkać takiego pasjonata historii, który skacze między imionami, datami miejscami i wydarzeniami jakby sam był ich świadkiem, bądź złapał jakieś łącze z przeszłością.

 

Opisy są tak plastyczne, że ma się wrażenie słuchania relacji z poprzedniego dnia. 
Elżbieta Cherezińska podczas wykładu

 

Dowiadujemy się, że patrząc na działania Mieszka I możemy zrozumieć, że był sprytnym, zmyślnym politykiem, walczącym o własne interesy bez oglądania się na sentymenty. Jeśli analizować natomiast działania Bolesława Chrobrego, można wysnuć wniosek, że odziedziczył po ojcu wszystkie te cechy dobrego polityka, a także, co pokazuje choćby jego relacja z Ottonem III, był człowiekiem z ogromną charyzmą. Podczas wykładu, poszczególni, mniejsi i więksi bohaterowie ówczesnej historii zyskują określony wygląd, charakter i przyzwyczajenia. Są przez to bliżsi odbiorcy, a ich zachowania bardziej zrozumiałe, naturalne. Słuchając takiego wykładu człowiek wspomina własne lekcje historii i zaczyna żałować, że nie wyglądały właśnie tak. Postawa Pani Elżbiety oraz jej podejście do faktów historycznych pokazują, co zresztą podkreśliła sama, zwracając się do słuchaczy, że warto zastanawiać się nad tym co podają źródła. Czasem dobrze jest pokombinować, starać się spojrzeć na niektóre zdarzenia inaczej niż podają np. subiektywne kroniki. Oczywiście nie wszystko uda się wyjaśnić i w pełni uprawdopodobnić. Wtedy na scenę wkraczają domysły, do których mamy przecież pełne prawo.

 

Czas przeznaczony na spotkanie minął za szybko. Ani się człowiek obejrzał, a już bije końcowe brawa. Trzeba lepszej recenzji?

 

Organizatorzy razem z wydawcą Pani Elżbiety zaskakują słuchaczy mówiąc że można wygrać książkę pisarki o ile pod krzesłem, na którym się siedzi znajdzie się kopertę. Myślę sobie: nie Chalaszek, takiego fartu mieć nie będziesz, to by było za piękne… Patrzę…
…JEST!

Nie wiem jak to robię, że nie padam tam na zawał. Ustawiam się w kolejkę, dostaję autografy do dwóch książek(jedną przywiozłam ze sobą). Udaje mi się zamienić z Panią Elżbietą kilka słów. Brat robi zdjęcia. Z rozmowy wyniknie już niedługo niespodzianka tu, na blogu, ale o tym póki co sza! Nie będę zapeszać. Warto śledzić i czekać, jest na co!

AUTOGRAF!

 

Pisząc te słowa prawie tydzień później wiem, że 15 maja osiągnęłam jeden z limitów mojego czytelniczego szczęścia.
Książki Pani Cherezińskiej pewnie  nie raz pojawią się na blogu. Polecam w ciemno!
Nie bierzcie ze mnie przykładu i zamiast czekać lata jak „na zbawienie” korzystajcie jeśli tylko będziecie mieć okazję by spotkać autora, którego cenicie.
Warto nie przepuścić okazji i wybrać się także na wystawę. Zawsze miła odmiana i nowy sposób spędzania wolnego czasu.

 

Pozdrawiam
Ania- Księganna

 

 


[1] http://ima966.pl/o-wystawie/