Wódka dla Duchów: Spotkanie z Przemkiem Kossakowskim [07 maja 2016]

Wódka dla Duchów: Spotkanie z Przemkiem Kossakowskim [07 maja 2016]

 
Bywa, że trafiamy w miejsca, których wcześniej nie planowaliśmy odwiedzać i na wydarzenia, o których nie wiedzieliśmy. Idziemy, bo ktoś poprosił, chce, a my sami nie mamy totalnie pojęcia czego się spodziewać. Entuzjazm jest ostatnią z emocji jakie moglibyśmy poczuć w takiej sytuacji…

Kiedy 07 maja, będąc w Szczecinie dowiedziałam się, że akurat trafiłam na Piknik nad Odrą ucieszyłam się. Wcześniej nie miałam okazji odwiedzać takiej imprezy, a przechodząc się między stoiskami zauważyłam, że wstawiają się również niszowe wydawnictwa w mojej głowie zrodziła się wizja nowych, tańszych książek, które zasilą moją biblioteczkę Moja przyjaciółka miała jednak inne plany. Zaciągnęła mnie przed namiot w Strefie Globtrotera i prosiła, żebym razem z nią czekała na Przemka Kossakowskiego, którego miała nadzieję wziąć na małe „spytki”, zważywszy na działalność, jaką ten prowadził.
Szybka analiza sytuacji: mam iść na spotkanie z gościem, o którym nie wiem zupełnie nic. Gdyby nie Internet w telefonie i przebieżka po niezawodnym „wujku Google” byłabym się o pana potknęła i nie poznała.  Nie ma to jak wzorcowe przygotowanie merytoryczne, prawda?

 

Przemek Kossakowski

 

Okazało się, że Kossakowskiego widownia może kojarzyć z dwóch, prowadzonych przez niego programów: „Inicjacja” i „Szósty zmysł” emitowanych w TTV. Z opisów wynika, że najprościej mówiąc Kossakowski to specjalista do testowania na sobie wszystkiego w co ludzie nie dowierzają. Z tego tytułu  dał się podłączyć do aparatury powodującej ból o nasileniu identycznym do tego, jaki kobiety odczuwają przy porodzie, zamykał się w celach więziennych, bądź spotykał z szamanami, czy uzdrowicielami.  Ze zdjęć patrzy na mnie uśmiechnięty, pozytywny facet. Pod namiotem tłumy. Chyba najlepsza zachęta do zostania na całym panelu Przemka, na który weszłyśmy, bo nie udało nam się go „złapać” przed. Z miejsc siedzących została już tylko podłoga, a chyba tylko coś w rodzaju klimatyzacji ratowało tłum przed ugotowaniem się na twardo.

 

Chwila dla mediów

 

Na szczęście Przemek od momentu wejścia na scenę zmniejszył dystans między nim, a widownią. Swoje wystąpienie oparł o odpowiedzi na pytania  zadawane przez przybyłych, dzięki czemu niejednokrotnie wywiązywała się dyskusja. Pojawiło się sporo bardzo ciekawych przykładów. Najważniejszym z nich  i jak mówi sam Przemek zarazem powodem  nazywania siebie kulawym racjonalistą było jego spotkanie z szamanami w Ułan Ude.  Zwątpił początkowo w tamtejszych szamanów. Kazali mu kupić jedzenie i wódkę- dla duchów, prowadzą całkiem normalne życie, korzystają z Facebooka,  smartfonów i innych udogodnień cywilizacji. To przecież nijak się ma do wyobrażenia Szamana jakie współczesność tworzy w świadomości masy. Kant dla łatwowiernych? Sposób na turystę?  Nie ma łatwej odpowiedzi. Jedno pozostało pewne: odczuć z tego miejsca Kossakowski do dziś nie jest w stanie do końca opisać, a o zrozumieniu w ogóle nie może być mowy. To one zresztą były bezpośrednim impulsem do napisania wydanej w 2014 roku książki. „Na granicy zmysłów„, bo o niej mowa sprawdza się tam gdzie format telewizyjny wyraźnie kuleje i pozwala zrozumieć co czuje osoba, doświadczająca czegoś, o czym wcześniej myślała w kategorii bujdy, kłamstwa, oszustwa.

 

 

Co ważne podczas całego spotkania Przemek nie starał się nikogo przekonać, że jest ponad publicznością, bo widział, odczuł, doświadczył czegoś, do czego widownia nie będzie miała  dostępu. Przeciwnie. Wyraźnie zaznaczał, że opowiada o zdarzeniach tak, jak je zapamiętał. Wcale nie ma pewności czy to, co widział nie było jakimś sprytnym chwytem marketingowym. Po zainteresowaniu słuchaczy było jednak widać, że bez względu na poglądy tematyka uzdrowień i pewnego rodzaju przekraczania granic jest popularna. Ludzie chcą o tym rozmawiać i w szczecińskiej Strefie Globtrotera zyskali ku temu świetną okazję.
 Przemek Kossakowski i ja

 

 

Po dwugodzinnej opowieści Przemka, ludzie mieli okazję podejść do niego, zdobyć autograf, zakupić wspomnianą książkę, wymienić parę zdań. Wszyscy spotkali się z życzliwością Kossakowskiego, odnajdującego się z łatwością w rozmowie niezależnie od wieku rozmówcy. Przemek, pomimo widocznego zmęczenia zgodził się również na  rozmawiać z fanami i prasa, a osoby, które czekały na wpis na książce mogły zobaczyć, że to otwarty i cierpliwy dla ludzi człowiek

 

Autograf zawsze w cenie

Patrząc z perspektywy kilku dni muszę stwierdzić, że spotkanie Przemka Kossakowskiego, choć niespodziewane, było dla mnie szalenie inspirujące. Pokazał może nawet bardziej swoją postawą niż samymi słowami, że człowiek z pasją i pomysłem na siebie może innych zachęcać do odkrywania tego, co ich samych ciekawi i podążania za tym. Nawet jeśli wiąże się to momentami z kupowaniem wódki dla duchów.

 

 

Książka Przemka niecnie wkradła się do TBR na maj, a jej recenzja ukaże się najpewniej w przyszłym tygodniu.

 

 

Pozdrawiam

 

Ania- Księganna