Katarzyna Berenika Miszczuk : Szeptucha

 

 

Jedenaste: To się wcale nie musiało tak skończyć.
Przyzwyczajeni do obrazu historii, jaką znamy ze szkoły, często zapominamy, że Mieszko mógł wypiąć się na nową wiarę i dbać o wierzenia słowiańskie, w których się urodził i został wychowany. Że mu się chrzest opłacał – jasne, że ostatecznie cieszę się z tego chrztu, skoro sama wierzę też jakoś łatwo wymyślić. Po trzecie, że jest wiele osób, którym to w zasadzie nie robi różnicy, bo ani Bóg, ani Mieszko nie zechcieli płacić za nich podatków- też oczywiste. Polacy mają jednak do  historii narodu dość specyficzny stosunek. Mogą się nie zgadzać  niektórymi decyzjami, a przy obiedzie stać się najlepszymi strategami II wojny światowej. To wszystko prawda.  Nie zmienia to faktu, że na jedno wszyscy mają  uczulenie. Nie znosimy przekłamań historii.

Jak Katarzyna Berenika Miszczuk ze swoją  „Szeptuchą”, czyli książką, w której do chrztu z 966 nigdy nie dochodzi  dokonała cudu i nie strzeliła sobie w pisarskie kolano? Odrobiła zadanie domowe. Stworzyła świat współczesny, z tym samym poziomem wiary pozornej, zachowawczej, zmieszanej z ciągłym narzekaniem i szukaniem dziury w całym.    Gdyby nie myk z uniknięciem chrztu i „realnymi” bogami, których, jeśli tylko sami tego zechcą człowiek może spotkać, powieść przedstawiałaby faktyczny stan społeczeństwa.
Pamiętacie książkę Przemka Kossakowskiego, którą recenzowałam na blogu jakiś czas temu? Szeptuchy, wieszczki, czarodziejki nawet w  naszym oświeconym społeczeństwie mają pełne ręce roboty. Nie potrzebuję do tego książek i relacji  z drugiego końca Polski, czy nawet świata. Jestem ze wsi i wiem, że  nie trzeba długo szukać, żeby znaleźć osobę, która będzie uważała, że „ niedzielnemu Bogu” przyda się pomoc.  Właśnie z tą świadomością, już w dniu premiery wiedziałam, że będę chciała sięgnąć po „ Szeptuchę”.
Na kartach powieści śledzimy losy Gosi, czy raczej Gosławy, która na praktyki do szept uchy jedzie aby móc wykonywać zawód lekarza. Nie wierzy w skuteczność działań wiejskiej znachorki i stara się do wszystkiego podchodzić racjonalnie. Jest bohaterką, którą łatwo  polubić, której chce się życzyć jak najlepiej.  Jeśli dodać do tego naprawdę dobrze nabudowany klimat powieści, żarty sytuacyjne i styl sprzyjający błyskawicznemu pochłonięciu książki nie ma innej możliwości – książka jest warta sięgnięcia i co więcej czekania na dalszy rozwój wypadków w przyszłych tomach.  Sama się zresztą zaliczam do niecierpliwie oczekujących.
Co warte podkreślenia autorka połączyła lekką powieść o młodej kobiecie z  ciekawie nakreśloną mitologią słowiańską. Wąpierze, rusałki, utopce  i wiele innych stworzeń, których obecność stanowi ciekawe wypełnienie świata przedstawionego. Nie wspominając już o bogach, którzy  mają wiele ludzkich cech i sprawiają, że ostatecznie nie wiadomo komu warto ufać , ani jak to się wszystko rozwinie i zakończy
Zachwycamy się często powieściami fantasy zza granicy, mówiąc, że światy tam przedstawione  są nowatorskie, ciekawe i warte poznania. Myślę, że Szeptucha może z większością z nich konkurować. Nie jest to może wybitna literatura i na pewno wśród czytelników zdarzą się osoby, które  zdenerwują się z powodu  niektórych postaci czy wątków. Myślę jednak, że naprawdę warto sięgnąć i spróbować. Miła odmiana czytać coś z własnego mitologicznego podwórka, nawet jeśli momentami ociera się to niebezpiecznie o romans.  Liczę, że rozwinięcie z kolejnych tomów pokaże  tę historię głębiej, a fabuła nie raz zaskoczy, na co niewątpliwie ma zadatki.
Pozdrawiam,
Ania – Księganna