Remigiusz Mróz: W cieniu prawa

Remigiusz Mróz: W cieniu prawa

Mroźna gwarancja jakości
 

Już przy pierwszym moim spotkaniu z prozą Remigiusza MrozaKasacji, o której pisałam, jeszcze zanim założyłam bloga w krótkiej opinii na  lubimy czytać, w pełni zrozumiałam zachwyt z jakim spotkały się te książki. Akcja jest wartka, a bohaterowie nigdy nie przypominają deski charakterologicznej.   Doszło do tego, że przeczytawszy dwie książki ( posiadając solidne postanowienie nadrobienia reszty), które autor napisał- polecam go w ciemno. Jeszcze nikt nie zgłosił zażalenia więc będę to robić dalej.

W cieniu prawa kupiłam z wyrzutów sumienia względem innych pozaczynanych i nieskończonych serii. Co więcej nie spodziewałam się po tej książce efektu WOW, bo wcześniej słyszałam opinie, że jest  najgorsza w dorobku autora.  Tu warto podkreślić, że „ najgorsza” u Mroza znaczy i tak lepsza niż ok. 80% z tego, co  się ostatnio czytało. Po prostu  w porównaniu z  kasacją miało być blado. I tu pierwsze zaskoczenie. Nie było. Ba! Powiem teraz coś, co pewnie wielu uzna za herezję: Dla mnie  W cieniu prawa  stoi z Kasacją na równi, a czasem nawet ją przewyższa.  Książki te jednak różnią się od siebie, stąd pewnie odmienne wrażenia. Ale od początku.
Erik Landecki zostaje przyjęty na czyścibuta w austriackim dworku. Jest rok 1909, a   główny bohater myśli, że wreszcie udało mu się ustatkować. Życie dotąd go nie rozpieszczało,   a ciągnąca się za nim  wątpliwa reputacja już zdążyła napsuć mu krwi. Co jednak może być  niebezpiecznego w posadzie jaką objął? Przecież i tak nikt się z nim nie liczy.  Sytuacja  komplikuje się kiedy już pierwszej nicy po tym, jak Erik przybywa na dworek, dochodzi do zabójstwa. Ginie dziedzic. Landecki – Polak z pochodzenia staje się podejrzanym z automatu. Co więcej, prawie nikt nie staje w jego obronie.
Popatrzył  na okno i przekonał się, że nie jest zamknięte. Zapewne służący palili przy nim, nie mogąc kopcić w pokojach. Nie było wysoko, mógłby bezpiecznie wydostać się na gzyms i z pewnością znalazłby jakąś drogę na dół. Później popędziłby w siną dal. Przy odrobinie szczęścia ni gdyby go nie odnaleźli.

 

Gorzej byłoby, gdyby tej odrobiny szczęścia zabrakło. Nikt nie potrzebowałby żadnych dowodów, zostałby szybko osądzony i skazany. Nie, gra  była niewarta świeczki.[1]
Myślicie, że zdradziłam za dużo z fabuły? Bez strachu. Nie ma tu spoilerów.  Akcja zakręca,  zmienia bieg, ciągle zaskakując. Ostatecznie autor bawi się wszelkimi podejrzeniami jakie moglibyśmy mieć podczas czytania. Całość wyszła tak przyjemna w odbiorze, że aż mnie skręca. Nie mogę  się wyżyć na rozwoju  wypadków,  by jednocześnie nie zepsuć  przyjemności z czytania ale jedno powiem- po książkę naprawdę warto sięgnąć.    Idealna do zabrania w miejsce, w którym chcecie czytać, a wiecie, że będziecie mieć niewiele czasu. Istnieje możliwość, że zarwiecie  noc, ale to przecież całkiem normalne przy dobrych książkach.
Mój przyjaciel mówi w takich sytuacjach „ był czas przywyknąć”. Dobrych książek się po prostu nie odkłada.
Recenzja tej książki nie byłaby pełnia gdybym nie  wspomniała o jednej postaci pobocznej: Grögerze. Jak ja go polubiłam! Mało jest postaci, które jednocześnie potrafią zdenerwować i przekonać do siebie czytelnika- jemu się udało.  Przemknęło mi nawet przez myśl, że książka oparta na jego życiorysie byłaby ciekawym eksperymentem. Przeczytałabym. Już po tym co miałam na kartach „ W cieniu prawa” się dowiedzieć  nie wątpię, że książkę czytałoby się równie dobrze.
Bardzo podoba mi się jak nakreślone zostały w tek książce różnice klasowe, stereotypy, uprzedzenia, a nade wszystko pozycja jaką daje majątek. Dodam może jeszcze, o ile, że dla mnie książki zahaczające o historię, także w kwestii hierarchii społecznej, zawsze będą specjalnie warte uwagi. Wydaje mi się, że oprócz radochy, jaką można czerpać z czytania tak dobrze skonstruowanej fikcyjnej fabuły, mają drugą zaletę. Zaciekawiają historią w sposób przyjemny i w odróżnieniu od szkoły, bezbolesny. Czytelnik być może zechce obraz w pełni fikcyjny  z tym co faktycznie miało miejsce.
Jeśli jeszcze nie udało mi się przekonać, że po W cieniu prawa  warto sięgnąć napiszę jeszcze jedno. Kiedy pakowałam się na grandę okazało się, że nie dam rady zabrać obu, które mam na półkach. Wolałam mieć podpisane W cieniu prawa. Na Kasację przyjdzie pora jak nadrobię trzy tomy serii o Chyłce, w które  muszę się wyposażyć, co zrobię zapewne przy pierwszych z brzegu większych zakupach.  Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Remigiusza Mroza i zastanawiacie się o co to całe zamieszanie po prostu zacznijcie czytać.  Nie czytacie  Polaków zrażeni klasykami? Myślę, że dużo tracicie.
Macie ochotę porozmawiać o tej książce ze spoilerami w tle? Zapraszam na maila, lub FB. Wszystkie opinie pozbawione spoilerów przyjmę w komentarzach.
Pozdrawiam i dziękuję za rosnące wyświetlenia
Ania – Księganna

 


[1] R. Mróz, W cieniu prawa, Czwarta Strona, Poznań 2016, s. 29.