Brandon Sanderson: Legion

Brandon Sanderson: Legion

Legion w umyśle

Geniusz to chwytliwy temat. Ciekawy i zapowiadający fabułę na liczne, opasłe tomiszcza. Jeśli pomysł tego typu połączymy z nazwiskiem Sanderson zapowiada się niezła  przygoda.  Jedyny minus – mało stron. Poznajcie Legion.

Stephen Leeds, kolejna postać stworzona przez popularnego obecnie pisarza, z uporem maniaka powtarza jedno. Jest zupełnie zdrowy na umyśle. Gdyby nie jeden Aspekt, właściwie wiele Aspektów. To nie on jest mądry. Zna wielu mądrych ludzi, użycza im wolnych pokoi w swoim domu, lubi rozmawiać, czasem postawi do pionu, kupi bilet na samolot. I najważniejsze . Wszyscy oni żyją tylko w jego głowie. Może właśnie dlatego społeczeństwo uważa, że jest on w stanie rozwiązać każdą zagadkę?

Nie powiem ani słowa o fabule, nawet kosztem długości wpisu. Książka jest na tyle krótka, że jedno stwierdzenie za dużo i zmiotę Wam sprzed nosa całą radość z czytania.  Nie chcę tego robić, bo pamiętam jak sama sobie reglamentowałam czytanie, żeby móc dłużej się nim cieszyć. Dlaczego  Brandonowi Sandersonowi udało się na niewielu stronach stworzyć tabun bohaterów, z których każdy czymś się wyróżnia. Chcemy ich poznawać, zrozumieć i śledzić.

Teraz, kiedy od czasu pierwszego czytania już trochę minęło, wiem, że nic nie jest takie jakim się wydaje, a właściwe dla Autora, przynajmniej w moim odczuciu, łączenie genialnego świata z różnego typu dylematami, naprzeciw których jesteśmy stawiani, śledząc rozwój akcji i tu się sprawdza. Nie wiem jak to możliwe, ale z każdą kolejną książką chcę więcej, choć totalnie nie mam czasu na czytanie czegokolwiek, a bez harmonogramu publikacji i o pisanie byłoby trudno.

Bardzo polecam zabrać w podróż. Książka się odwdzięczy z nawiązką. Jestem ciekawa co będzie dalej ze Stephenem i liczę, że jego przygody niedługo znów pojawią się na półkach księgarskich. Nie zdołaliśmy poznać całego potencjału tej postaci i jest wiele niewyjaśnionych kwestii, które, to prawda, wprawiają mózg w szalony wir domysłów i prześcigają się w temacie teorii spiskowych, ale domagają się wyjaśnień u źródła.

Być może podczas czytania uruchomił mi się wewnętrzny psycholog, ale  nie mogę się pozbyć wrażenia, że ta książka oprócz wszystkiego, o czym z premedytacja nie mówię, niejako przy okazji, zyskała jeszcze jeden walor. Pokazała, że wykłócanie się ze samym sobą jest nagminne i może uratować życie, albo je zniszczyć. To ciągłe balansowanie na krawędzi ma jednak sens i nadaje go całemu naszemu życiu. Podróż w głąb meandrów ludzkiego mózgu, który dopuszcza żeby projekcja naszego mózgu miała schizofrenię  naprawdę warto odbyć. Fikcja literacka powiecie… Mózg Sandersona  przewyższa wszystkie zdolności, jakie autor nadaje swoim postaciom. I na szczęście nie zamierza przestać.

Jeśli podejmiecie wyzwanie, podzielcie się wrażeniami. Czekam.

Pozdrawiam

Ania- Księganna