George Orwell: Rok 1984

Często słyszę, że świat z trylogii Igrzysk Śmierci jest niemożliwy. Ludzie przecież nie są w stanie zgodzić się na taką niesprawiedliwość. I pewnie coś w tym jest, choć niestety możemy zostać nieprzyjemnie zaskoczeni. Dużo o tym myślę. Szczególne odkąd przeczytałam Rok 1984. Dlaczego?

George Orwell swoja książkę wydał 1949 roku,  czyli w niewielkim odstępie czasowym od II wojny światowej, która pokazała, że człowiek może zapomnieć o człowieczeństwie innych, na rzecz na przykład własnego zysku. I daleka jestem od generalizowania, albo oceny. Myślę że nie mam do nich prawa z jednego prostego powodu. Nigdy nie stałam przed dylematami wojennego kalibru. Orwell pokazał pewne mechanizmy w sposób porażający prostotą i jednocześnie przerażający. Myślę, że czytelnicy, mający okazję sięgać po tę książkę niedługo po premierze, musieli ją traktować do pewnego stopnia jak my dziś twórczość Suzanne Collins. Przecież to nie możliwe, żeby taki system zaistniał, żeby ludzie wyrazili na niego zgodę, nie podjęli buntu. Szczególnie pamiętając okrucieństwo  lat wojennych. A jednak, czas udowodnił, że Orwell, pisząc swoją książkę wystawił diagnozę społeczeństwu, kiedy to nawet jeszcze nie myślało, że realia powieści mogą  zaistnieć w jego życiu tak szybko i do tego stopnia.

Niewiele mogę i chcę powiedzieć o fabule. Zagłębiając się w tę pozycję poznacie Winstona Smitha, który bardzo dobrze wypełnia swoje obowiązki społeczne w świecie, który zorganizował i nadzoruje Wielki Brat. Skojarzenie z popularnym show  całkowicie zasadne, bo właśnie stąd wziął on swój tytuł. Kontrola, którą zapewnia władza zwalnia ludzi z myślenia, decydowania o sobie, pamięci oraz nawet wyrażania siebie. Kojarzycie wiersz Wisławy Szymborskiej pt. Okropny sen poety? Noblistka, ustami podmiotu lirycznego obawia się w nim  świata,  w którym wszystko jest jasne, określone, tylko takie. A w puencie dziękuje, że mgła się obudzić, bo to koszmar dla pisarza.

Ludzie z natury wolą tworzyć, a nie niszczyć, ale nie w świecie Orwella. Tam „stworzona” została nowomowa, czyli język ograniczający swobodę myślenia. Bohaterowie wizji orwellowskiej szczycą się wykreślaniem ze słownika i użycia kolejnych słów, skracaniem komunikatów do sylab. Czy w takiej rzeczywistości jest jeszcze miejsce na bunt? Jak on miałby wyglądać i czy są jeszcze osoby chętne, by ten bunt podjąć ?

Może wariat to po prostu członek jednoosobowej mniejszości. Niegdyś oznaką szaleństwa było upieranie się, że ziemia obraca się wokół słońca; dziś wiara, że przeszłość jest niezmienna. Może tylko on jeden wierzył w niezmienność przeszłości; jeśli tak, był wariatem. Myśl ta nie sprawiała mu specjalnej przykrości – bardziej lękał się tego, że może nie mieć racji.”*

A Winston Smith? Kim on jest dla opowieści?  Nie zdradzę. Kiedy sama siadałam do książki, wiedziałam jedynie, że to klasyk polecany przez prawie wszystkich, którzy mieli okazję sięgnąć. Myślę, że żadna książka nie może dostać i nie potrzebuje lepszej rekomendacji. Czytając odnajdziecie w świecie wykreowanym aspekty znane i nieznane, rzeczywiste i fantastyczne, ale na pewno nie przejdziecie obojętnie  nad jej treścią. Skłoni Was do przemyśleń i dobrze, bo obstawiam, że to  jeden z głównych jej celów. A może macią ją już za sobą. Czekam na Wasze opinie. Podyskutujmy w komentarzach!

I pamiętajcie:

Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką

Pozdrawiam

Ania- Księganna

*Cytaty pochodzą z omawianej  książki