Jarosław Iwaszkiewicz: wszystko jak chcesz

Jarosław Iwaszkiewicz: wszystko jak chcesz

Książka na dziś udowodniła, że Sam Smith, śpiewając: You say I’m crazy/’Cause you don’t think I know what you’ve done/ But when you call me baby/I know I’m not the only one, miał sporo racji. Ludzie często wiedzą, że są zdradzani, ale różnią się tym, co robią z tą wiedzą. Jeśli z tych postaw zrobimy zawody, to dla mnie Jarosław Iwaszkiewicz wygrywa w kategorii : Zrobiony w Balona. Z automatu

Wszystko jak chcesz o miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszńskiego od Oficyny Wydawniczej Wilk&Król, to książka zawierająca korespondencję, jaką Iwaszkiewicz pisał do Błeszynskiego w latach 1954 – 1960. Powstał z tego monolog osoby beznadziejnie zakochanej, wodzonej za nos, ale i dającej się wodzić, na przemian kochającej i nienawidzącej. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że właśnie w tych listach jest ukryty prawdziwy Iwaszkiewicz, ten który nie jest Pisarzem, a zwykłym, walczącym z życiem człowiekiem.

O książce usłyszałam na You Tube. Dokładnie na kanale Bukbuk. Wypowiadała się o niej Karolina  Korwin – Piotrowska i zrobiła to tak, że tego samego dnia zamówiłam egzemplarz. Zaczęłam czytać podczas maratonu czytelniczego, ale już wtedy wiedziałam, że nie będę kończyć na czas. Literaturę tego typu się docenia i warto czytać wolniej. Można dzięki temu bardziej zastanowić się nie tyle nad tekstem, ile nad swoją opinią, wrażeniami.  Ze względu na temat i zawiłość sytuacji w jakiej żył Iwaszkiewicz, a  może raczej, jaką stworzył dla swoich bliskich, warto przemyśleć.

Orientacja seksualna twórcy obecnie nie jest już tajemnicą, choć myślę, że i jemu współcześni dzielili się podejrzeniami. Błeszyński nie był jedynym mężczyzną w życiu Iwaszkiewicza, a jego żona jedyną kobietą w jego łóżku. Można zaryzykować natomiast stwierdzenie, że  tylko ona była przez niego kochana. Anna, której siła i determinacja, a jednocześnie osobista tragedia wypływa  nawet z tego zbioru, choć go nie współtworzyła.. Niewielu jest ludzi, którzy  znieśliby to, co ona. Przecież wiedziała, że mąż ją zdradza. Ba! Zdając sobie sprawę ile Błeszyński znaczy dla Jarosława, dbała o niego, martwiła się , znosiła kłótnie kochanków, a kiedy Błeszyński zmarł w wyniku gruźlicy, pocieszała załamanego męża i dała mu czas na ochłonięcie. Miała nawet siłę na udzielanie pomocy żonie Jerzego. Nie umiem nawet powiedzieć, jak bardzo ją podziwiam.

Trochę już o tym pisałam, ale skupmy się przez chwilę na tym, jakie portrety Iwaszkiewicza i Błeszyńskiego ukazują omawiane listy.

Jarosław Iwaszkiewicz zauroczył się Jerzym kiedy ten pojawił się u niego w domu.  Z początku bardzo go idealizował, często powtarzał, że obecność kochanka jest dla niego jak powietrze. Był w stanie poświęcić dla niego wszystko, momentami także relacje z rodziną.

Ach, Boże jak mi się chce piekielnie  gdzieś z Tobą pojechać, Ty nie masz pojęcia, jaki Ty jesteś uroczy w podróży, nawet wtedy, kiedy Twoje myśli są zupełnie gdzie indziej, nie przy Twoim przyjacielu.

Z początku pożyczanie mu pieniędzy traktował naturalnie. Kochał – pomagał. Wszelkie nieporozumienia przypisywał swoim wadom, wiekowi, „zdziadzieniu”. Błeszyński chyba podsycał jego poczucie winy. Piszę chyba, bo nie mamy drugiej strony kontaktu. Nietrudno się jednak zorientować, że szybko wyczuł jaki ma wpływ na pisarza i wykorzystywał to, a w najlepszym razie podobało mu się to, że może nagiąć go do swoich oczekiwań. Iwaszkiewicz pisze mu o wszystkim, otwarcie się zwierza, stara opisywać poglądy i uczucia, a Błeszyński? Zdaje się tego nie zauważać, aktywizując swoje relacje z pisarzem kiedy ten grozi mu i stawia warunki.

I jeszcze jedno. Co chciałem powiedzieć przez to, co mówiłem o tamtym Twoim  drogim liście. Nie ważne, co tam piszesz, bo to nieprawda, ale ważne, co chciałeś napisać. Ważne że chciałeś, abym myślał, że jestem czymś „w rodzaju twego serca”, że mam na  Ciebie wpływ (!), że mnie szanujesz czy kochasz. To dobrze, że chcesz abym j tak myślał. I ja bym chciał tak myśleć. Ale wiem, że to są tylko Twoje układne słowa – i moje chwilowe złudzenia. Do widzenia.

Tytuł oddaje w pełni charakter relacji. Iwaszkiewicz byłby Jerzemu  Nieba przychylił za odwzajemnioną miłość. Kiedy on w listach zdawał sobie sprawę, że mylił się tak bardzo, mi robiło się przykro. Żałowałam Iwaszkiewicza. Wcześniej nie pomyślałabym, że znajdę ku temu powód.  Na początku czytania myślałam, że będę na niego zła za to, jak traktował swoją rodzinę, ale w listach widać, że nigdy nie traktował ich jak przykrywkę. Kochał zawile i trudno, czyli dokładnie tak, jakim sam był człowiekiem.

Szczególne są listy pisane do Jerzego już po jego śmierci. To one pokazują jak głębokie było przywiązanie i oddanie autora. Nie będę ich opisywać. Nieswojo się czuję wchodząc z butami w tak namacalną żałobę.

Polecam. Nie umiem powiedzieć komu. Myślę, że to naprawdę dobra i ważna literatura, którą warto znać. Dobrze, że te listy się ukazały. Łamią tabu, które nie jest już tabu. Taki paradoks. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Takie, że mam poczucie pominięcia czegoś ważnego. A może to po prostu chodzi o to, że żaden opis nie odda, co  mam w głowie. Jeśli się ktoś zastanawiał, niech tego nie robi. Ta książka jest warta wydania na nią pieniędzy i zdobienia półki. Szczególne gratulacje dla Wydawnictwa, za ubranie tego w tak prostą szatę graficzną, która nie rywalizuje z treścią, a raczej daje jej odpowiednią przestrzeń. Klasa!

Jeśli czytaliście, zapraszam do komentarzy. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, dopytać, porównać z czymś, też zapraszam. Porozmawiajmy.

Pozdrawiam

Ania – Księganna