Carla Montero: Zimowy wiatr na twojej twarzy

Lubimy myśleć, że codzienność, którą zorganizowaliśmy pozostanie niezmienna, że jesteśmy w stanie nad nią zapanować. Wkoło nas żyją jednak ludzie, których losy mogą złączyć się z naszymi nawet, jeśli tego nie chcemy. System naczyń powiązanych. Carla Montero w swojej najnowszej powieści, czwartej  na polskim rynku, dobitnie to pokazuje. Zapraszam na recenzję Zimowego wiatru na twojej twarzy, który dziś (24 października 2017) ma swoja premierę, a który  ja, dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego REBIS, miałam okazję poznać przedpremierowo.

 Myślę, że muszę coś Wam opowiedzieć, zanim przejdę do omawiania książki. Z twórczością Carli Monero spotkałam się dzięki mamie, która – totalnie  w ciemno – kupiła mi Szmaragdową tablicę. Zaczytywałam się  ja, zaczytywała rodzina i niemal jednogłośnie uznaliśmy, że to naprawdę dobry kawał literatury. Z czasem biblioteczka wzbogaciła się  Wiedeńską grę i Złotą skórę, wydanie której zauważyłam na FB autorki. Pamiętam, że szybko pisałam do REBISU z pytaniem o polską wersję tytułu. Jak obiecali, tak zrobili i bardzo szybko kupowałam tłumaczenie.

Bardzo polubiłam styl autorki, która wybierała takie fakty, lub teorie, które mogła plastycznie dopasować do swojego pomysłu, ale co ważniejsze nie zapominała o bohaterach. Tworzyła charakterystyczne postaci, pozwalała ją poznać i tłumaczyła życiorysem ich wybory. Jednocześnie nic nie podawała na tacy. To czytelnik wydaje ocenę. Często w czasie czytania miałam ochotę  potrząsnąć postacią  za nieracjonalne zachowanie, ale myślę, że gdy w grę wchodzą emocje, człowiek rzadko jest racjonalny. Kolejna prosta prawda: nie ma ludzi nieomylnych, a bohaterowie Montero nie pretendują do miana wyjątku.

Kiedy wyczytałam, że  REBIS podjął się wdania „El invierno en tu rosto”, pomyślałam, że spróbuje postarać się o przedpremierową recenzję. W życiu bym się  jednak nie spodziewała tak szybkiej i pozytywnej dla mnie odpowiedzi. Bo pomyślcie: czytacie i lubicie autorkę, a tu nagle trzymacie w ręku egzemplarz, którego nie ma jeszcze na rynku. Szaleństwo, Zimowy wiatr na twojej twarzy u mnie w domi

Wróćmy jednak do fabuły. Mamy rok 1927. Lena mieszka z  rodziną i jest gadatliwą dziewczynką. Jej ulubiony brat Guillen nie ma specjalnego zacięcia, a tym bardziej ochoty się uczyć. Woli być pasterzem i chodzić własnymi drogami, choć dla siostry jest szczególnie wyrozumiały. Nie beszta jej specjalnie, kiedy ta go budzi ze świętym przekonaniem, że coś spadło z nieba na pobliskie góry Chłopak, choć uspokaja siostrę, korzystając z sobie tylko znanych szlaków odnajduje samolot. Staje się miejscowym bohaterem  Znacie przysłowie o tym, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. U Guillena sprawdza się z nawiązką, a nastolatek zaczyna przeklinać dzień, w którym wybrał się na poszukiwania.

Autorka bardzo dosadnie pokazuje dramatyzm niektórych wyborów i ich konsekwencje, których zazwyczaj nawet sobie nie uświadamiamy. Udowadnia też , że nie straciła niczego, jeśli chodzi o warsztat budowania postaci mocno osadzonych w fabule. Wojna domowa w Hiszpanii, II wojna światowa, to dwa główne konflikty nadające tło całości. Nietrudno się domyślić, że losy rodzeństwa rozdzielą się.  Mamy zatem dwa spojrzenia na te same wydarzenia, a Carla Montero robi sobie huśtawkę z naszych czytelniczych serc, rzucając postaciom nie kłodę, a cały las nowych przeszkód. Że bohaterowi w powieści może być niedobrze, to wiem A raczej myślałam, że wiem.

Wiele myśleli o froncie, szczególnie żołnierze. Przybyli stamtąd i wiedzieli że w Boże Narodzenie nie ma zawieszenia broni: walki z pewnością trwały jak zwykle, chłopcy spędzali święta w polu, przy niemal pięćdziesięciu stopniach poniżej zera, przytuleni do karabinu, pod ogniem nieprzyjaciela. Najwięksi szczęściarze zbiorą się wokół pieca w izbie, by pocieszać się wódką i śpiewanymi chórem kolędami, żeby zaraz potem wracać na pozycje na pierwszej linii. Niektórzy zginą w święta, bo wolna jest na święta obojętna.

Nie powiem więcej. To pozycja, która z  każdą stroną jest coraz bardziej wymagająca. Jeśli przesadzę z opisem, zepsuję efekt, a tego bardzo nie chcę.

Umieszczenie akcji w takich ramach czasowych, to ambitne zadanie i Montero wywiązała się świetnie, widać przygotowanie. Wyłapałam tylko jedną nieścisłość. Z relacji np. Marka Edelmana wiemy, że na Miłej 18 w Warszawie doszło do zbiorowego samobójstwa, a nie, jak napisała Montero , zabili ich  Niemcy. Nie będę się jednak do tego mocno czepiać, bo w metaforyczny sposób faktycznie mieli ich krew na rękach: budując Getta, zaczynając eksterminację. Poza tym powieść, to nie źródło historyczne, a to jedyny błąd jaki wychwyciłam, więc może po prostu  nastąpił niefortunny  skrót myślowy.

Nie zmienia to faktu, że książka bardzo mi się podobała i utwierdziła w przekonaniu, ze da się napisać powieść napakowaną akcją, a jednocześnie pełną podłoża emocjonalnego i społecznego. Bywają momenty, w których to właśnie te aspekty przejmują całą opowieść, a czytelnik myśli, że odpocznie od okrucieństwa. Tyle, że każde okrucieństwo zaczyna się w głowie, kiedy nierozumiejący otoczenia człowiek walczy o to, w co wierzy bez  względu na koszta. Wojna każdego przerasta i w każdym obija swoje piętno. Różnica polega tylko na tym, że niektórzy potrafią żyć z tym, co zobaczyli, usłyszeli, czy musieli doświadczyć Inni nie. Książka pokazuje ponadto jak bardzo można się z wyobrażeniem wojny pomylić i że nie każdą decyzję można po prostu cofnąć. Są i takie, które przylegają do człowieka  jak łatka na czole.

A czy nie jesteśmy też winni my, którzy tylko patrzymy na wydarzenia, jakbyśmy siedzieli w kinie? My, którzy tłumimy nasze wyrzuty sumienia, skrywając się w fałszywym przekonaniu, że rozwiązanie nie jest w naszej mocy?

Powieść stawia pytania o miłość, przynależność, wolność poglądów i konsekwencje. Każe się zastanowić  jak można zasypiać mając krew na rękach, a także, kochać , a jednak z determinacją osła  niszczyć  więzi. Z pewnością wrócę do tej historii, żeby jeszcze dokładniej przeanalizować dylematy, które autorka poukrywała w fabule. Wrażenie z czytania jeszcze nie opadło.

Ciekawym dla polskich fanów pisarki będzie pewnie to, że opowieść zawita na dłużej do Polski, która odegra dość dużą rolę, ale nie będzie dominująca, jako ta, która najbardziej ucierpiała. Zmiana optyki dobrze robi na ego, a wojenna historia świata nie różnicuje.  Każda śmierć i cierpienie to tragedia i ujma dla honoru ludzkości.

Komu polecam?

Fani autorki poczują, że wrócili do domu, choć ta powieść jest bardziej osobista dla autorki i przez to różni się od poprzednich tytułów. W mojej ocenie jest jeszcze lepsza.

Jeśli ktoś nie zna omawianej twórczości, powinien dać jej szansę. Nie poczuje że zmarnował czas, nawet jeśli nie zapała do książek taką szaloną miłością jak ja. Zastanawiałam się do jakich tytułów mogę Wam porównać, żebyście mieli ogląd z jaką literaturą mamy  styczność. Przyszły mi do głowy trzy tytuły : Złodziejka książek M. Zusaka, Bikini J. L. Wiśniewskiego i Saszeńka S. Montefiore.

Jeśli przekonałam Was chociaż w jakimś stopniu, spróbujcie. Myślę, że warto , a opowieść Wam się odwdzięczy. Jeśli macie pytania, czekam w komentarzach, porozmawiajmy.

Pozdrawiam

Ania – Księganna

  • Anna Nawrat

    Przekonać, że książka warta przeczytania, mnie przekonałaś. Boję się tylko, że spodoba mi się równie mocno jak Tobie, a co za tym idzie, przygnębi mnie swoją prawdziwością, bo tematu wojny unikam właśnie ze względu na okropny dół, który po tego typu opowieściach mnie dopada. Choć z drugiej strony jesień to odpowiedni czas na zadumania i zamyślenia…

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Książka bywa smutna, to prawda, ale przygnębić nie powinna, bo jest raczej o upartej walce z przeciwnościami. Ja bym się poddała, a bohaterowie? Po ludzku walczą, żeby nie dać się przygnieść. Myślę, że idealnie dobrano datę premiery i naprawdę warto sięgnąć 🙂

  • Agnieszka Kaniuk

    Myślę, że książka da mi wiele do myślenia i ten argument mnie przekonuje.:)
    kocieczytanie.blogspot com

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Też tak sądzę 🙂 Książka porusza wiele aspektów i powoduje, że czytelnik zaczyna poddawać w wątpliwość, oceniać czyjeś decyzje i wybory. Akcji nie brakuje, ale ta cała społeczna otoczka jest równie ważna i dodaje głębi