Randka z biblioteką: Czytelnicza rutyna

Randka z biblioteką: Czytelnicza rutyna

 

Często słyszę pytanie o to, jak udaje mi się łączyć czytanie z codziennymi obowiązkami. Zresztą jest to kwestia, którą tłumaczą wszyscy czytający. Każdy ma jednak inne patenty. Oto kilka moich:

  1. Czytam tylko to, co lubię

Każdy ma własny gust i watro o tym pamiętać.  Szybciej czytamy jeśli temat powieści nas zaciekawi. W innym wypadku będzie szło jak po gruzie. Nawet jeśli Internet uznaje, że jakiś tytuł jest wart czytania, jest koniecznością dla każdego, kto się szanuje i jednocześnie dużo czyta, to nie jest równoznaczne z koniecznością.

Ktoś mógłby pomyśleć, że niepotrzebnie o tym piszę, przecież to oczywiste. Niestety nie dla wszystkich. Przestałam liczyć przypadki frustracji na jakiś tytuł.  Zupełnie jakbyśmy zapominali, że książki się różnią i my zmieniamy. Być może dany tytuł wymaga od nas innego samopoczucia, więcej sił, albo się nam nie podoba. To nie zbrodnia porzucić książkę, na rzecz innej.

  1. Podczas czytania odwracam się od Internetu

Pod pojęciem Internetu ukryłam wszystkie rozpraszacze. Bardziej wciągniemy się w historię, jeżeli to na niej skupimy cała uwagę. Pesymiści powiedzą, że wtedy robią mniej, ale ogólny rozrachunek jest inny. Czytając z pełna uwagą, robimy to szybciej, zatem więcej czasu zostanie na inne formy rozrywki. Ustalmy sobie np. 100-200 stron dziennie, zależnie od tempa czytania. Jeśli przemnożymy to przez każdy dzień miesiąca, podsumowania z zawrotnymi ilościami książek, przestaną być marzeniem i obietnicą bez pokrycia.

  1. Dobieram kolejność książek do czasu jaki na nie mam

Wiadomo, że życie nie jest różowe i od codziennych obowiązków czasem puchnie głowa.  Jeśli nie uwzględnimy tego w planach książkowych, polegniemy z kretesem. Jeśli mam dużo obowiązków, czytam często lżejsze tytuły, albo wracam do tych, które już znam, ale chcę sobie przypomnieć. Nie budzi to we mnie wyrzutów. Sięgam po książkę, żeby odpocząć od pracy. Mam prawo.

  1. Czytam tylko w papierze, dlatego kupiłam większą torebkę

Zawsze mam ze sobą książkę. Nawet w pracy. Może się zdarzyć, że jakaś klasa będzie mieć inne  zajęcia niż z pedagogiem, a ja nieopisanym cudem będę do przodu z  dokumentami.  Wtedy czytam, choćby to miało być 10 minut. O wszelkiego rodzaju  poczekalniach, kolejkach i innych czasogennych sytuacjach nie piszę. Sami wiecie, że są idealne na czytanie.

  1. Dużo rozmawiam o książkach

Nawet jeśli nie czytam staram się często rozmawiać o książkach, poznawać czyjś gust pytać o ulubiony gatunek tytuły.  Daje mi to poczucie komfortu i pozwala zostać w nastroju do czytania. Działa idealnie, a poza tym wiem później, jaki prezent zrobić znajomemu. Dwie pieczenie na jednym ogniu.

Macie jakąś rutynę? Z chęcią poznam wasze sposoby. Może sprawdzą się i u mnie.

Pozdrawiam

Ania – Księganna

Tekst jest częścią tygodnia z Księganną. Pozostałe  wpisy:

  • Anna Nawrat

    Właściwie wszystkie przez Ciebie wymienione punkty pokrywają się z moimi:) Czasogenne sytuacje ostatnio zdarzają mi się nagminnie, bo gabinet dentystyczny stał się niestety moim drugim domem, ale za to czytanie idzie mi zadziwiająco szybko:P
    W moim przypadku zupełnie nie sprawdza się np. robienie tzw. TBR, czyli listy tego, co w danym miesiącu chcę przeczytać, bo wolę sięgnąć po coś, na co akurat mam ochotę, a nie zmuszać się do czytania czegoś, co muszę skreślić z listy. Ale wiem, że wielu osobom takie TBRy bardzo pomagają. Tak jak zauważyłaś, każdy ma inny patent i sam powinien odkryć najlepszy sposób na czytanie.

    Pozdrawiam,
    Ania