Katarzyna Grzybczyk (red.): Poradnik dla blogerów, vlogerów, gamerów i instagramowiczów. Czego nie wolno robić w Internecie

Zakładamy bloga. Zastanawiamy się nad tematyką, wyglądem tytułem. Skaczemy pod niebo za pierwszy komentarz i odzew. Piszemy więcej, zaczynamy bawić się w grafików. Facebook w temacie promocji nie ma dla nas tajemnic. Jest dobrze, przecież o wszystko zadbaliśmy i jesteśmy zaradni jak żaden twórca przed nami. Zapewne w tempie strusia Pędziwiatra podbijemy świat… YYY, zaraz… Co  policja robi pod naszymi drzwiami?

Lubimy naszą swobodę w Internecie, dlatego zapominamy, że przestrzeń wirtualna nie jest wyjęta spod prawa.  Musimy zatem wiedzieć  jakie są jego granice. Mówiąc krótko: co zrobić wolno, a czego lepiej unikać. Nie jesteśmy jednak prawnikami (w większości). Język prawniczy jest czasem tak zawiły, że niuanse zostaną poza naszym zasięgiem , nawet jeśli się postaramy. Nikt jednak nie zwróci na to uwagi. Każdy uczeń  po kursie WOS wie, że nieznajomość prawa nie zwalnia z konieczności jego przestrzegania. I co zrobić z tym faktem? Sięgnąć po Czego nie wolno robić w Internecie pod redakcją Katarzyny Grzybczyk. Książka w żartobliwy, a jednocześnie w pełni zrozumiały sposób przeprowadza czytelników przez zagadnienia prawa autorskiego,  Copyright, definicję twórcy, plagiatu, prawa osobiste oraz możliwości korzystania z czyjejś pracy. Co ciekawe, nie skupia się wyłącznie na  teorii. Czytelnik zostaje zasypany przykładami, które sprawiają, że wszystko jest jasne i jednoznaczne ( tam gdzie może takie być). Dodatkowo książka podzielona jest na  krótkie  rozdziały, ale również podrozdziały (punkty) umieszczone w spisie treści. Pozwala to szybko odnaleźć te treści, które są nam akurat potrzebne. Definicje umieszczono w „wyszarzanych” ramkach a prostokątne ikonki ułatwiają orientację. Wyraźnie widać, że to książka ułożona pod codzienny, bieżący użytek, co działa na jej korzyść.

 Nie jestem w stanie opisać mojej reakcji na wszystkie podjęte zagadnienia. Szczególnie cieszę się z objaśnienia zasad Creative Commons, czyli inicjatywy, w której twórca udostępnia swoją pracę na zasadzie otwartej licencji. Oznacza to, że można wykorzystać je np. do stworzenia grafik na bloga, podkładu muzycznego itp. Warianty takiej licencji są różne, a w omawianej książce umieszczono je w tabeli, przejrzyście opisując prawa i obowiązki korzystającego.

Książka opisuje proces tworzenia bloga od postaw, zwracając uwagę nie na techniczne zasady, ale prawne podstawy, konsekwencje. To samo jeśli chodzi o założenie kanału na You Tube. Często podnoszoną  kwestią jest prawo do nagrywania w miejscach publicznych i co za takie uznamy, Tu znów Poradnik wychodzi naprzeciw, dokładnie to tłumacząc. Czytając, przez wszystko przechodzimy kolejno i drobiazgowo, a jednocześnie tempem godnym najlepszych powieści. Uśmiechamy się i skupiamy, a  niejednokrotnie mamy wrażenie jakby autorzy opisywali sytuacje wzięte z naszego życia. I nie ma tu znaczenia czy prowadzimy bloga. Zasady odnoszą się także do odbiorców.

Komu polecam:

  1. Osobom prowadzącym działalność w Internecie.
  2. Osobom taką działalność planującym.
  3. Rodzicom, którzy chcą  wiedzieć „ z czym to się je”.
  4. Ciekawskim.
  5. Twórcom nieinternetowym, których prace mogą przecież znaleźć się w Sieci bez ich wiedzy i zgody.

Myślę, że popularność  przenoszenia działalności do Internetu wymaga właśnie takich książek, które będą w prosty, a jednocześnie mądry i obrazowy sposób przekazywać rzetelną wiedzę.  Taką która została zredagowana, sprawdzona skontrolowana, czyli jest pewna.  Osobiście od jej przeczytania czuję się pewnie korzystając z zasobów, jakie oferuje Internet.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Difin.

Czy Waszym zdaniem książki tego typu są potrzebne i przydatne? Jaki jest Wasz pogląd na własność w Internecie? Zapraszam do dyskusji.

Pozdrawiam

Ania – Księganna

  • Zdjęcie książki wkomponowane w grafikę pochodzi ze strony wydawnictwa.  Grafika wykonana z pomocą strony internetowej CANVA.
  • Anna Nawrat

    Muszę tę pozycję mieć, z czystej ciekawości, ale też na wszelki wypadek, jakbym kiedykolwiek zapragnęła zrobić coś więcej, niż tylko wywnętrzniać się na temat książek. Dobrze, że w książce podane są przykłady, bo sucha teoria to coś, co wpada mi do ucha (w tym przypadku oka;P) z jednej strony, a drugim uchem wylatuje^^;

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Powiem Ci, że czytając dużo wyniosłam dla mojego bloga. O wielu rzeczach się nie myśli zakładając go, a odpowiadać każą 🙂 Mając gdzie zajrzeć, można się chronić. 🙂 Pozdrawiam 🙂