Hejt 2.0. Specjaliści fotelowi

Hejt 2.0. Specjaliści fotelowi

Temat z dzisiejszego wpisu tłukł mi w głowie od jakiegoś czasu. Jestem człowiekiem Internetu, lubię go, dużo korzystam, ten post pojawia się na moim blogu, który komentuje kilka osób. Wszystko pięknie – tu mam kontrolę. Mogę nie  dać przyzwolenia na  zachowania i słowa, które kłócą się z tym, co sądzę na temat wzajemnego odnoszenia się do siebie. Internet ogólnie jest jednym z  miejsc, nad którymi  takiej kontroli nie ma już nikt, a ludzie zdają się brać udział w ogólnoświatowym wyścigu zaprzeczającym rozumowi.

  1. O tym, co wolno tylko wojewodzie

Jak pewnie wielu z Was śledziłam losy Tomka Mackiewicza.  Ten tekst nie ma dotyczyć realiów górskich i tamtych decyzji. Chodzi raczej o całe spektrum ludzkich reakcji. Od współczucia, dopingu przez ocenę mieszanie z błotem, aż po próbę wybicia się na klikanym temacie. Internet zadziałał na niektórych, jak środek na utratę pamięci. Zapomniano, że trzeba się na czymś znać, żeby wydawać publiczny osąd. Jasne, jako ludzie mamy  prawo, a pewnie nawet obowiązek posiadania własnego zdania na  każdy temat.

Niezależnie od tego, co kto sądzi na temat wyprawy i akcji ratowniczej  wszyscy internetowi poruszeni „doradcy”, twórcy apeli, gorących wpisów, nawet zebrani razem,  nie przeżywają 1/1000 tego, co rodzina, ekipa ratowników, organizatorów i Eli.  Nikt z nas, z poziomu  własnego systemu wartości nie powinien sądzić, że odnalazł  złoty środek na cud.

Pamięć  masowa jest w stanie  z prędkością światła zastąpić to, co się działo przez ostatnie dni w  sekcjach komentarzy nowością. I zrobi to. Te kilka  osób,  dla których Mackiewicz jest osobą bliską na zawsze zapamięta te „literackie popisy”. Ale kiedy będą się z tym zmagać ,żaden  z autorów tych komentarzy, całych przepychanek słownych, które zaczynały się od Nanga Parbat, przechodziły przez  możliwości człowieka, wiarę, poglądy, a kończyły łaciną z poziomu Rowu Mariańskiego, nie będzie przy nich obecny.

  1. O tych, co stwierdzili, że ukradną gwiazdę.

Zejdźmy z gór. Internauci nie potrzebują tragedii. Potrzebę wyrażenia realizują nawet wobec przyszłych matek, które jak wiadomo wszystkie emocje przenoszą na dziecko.  Stąd , całkiem zresztą słuszny trend niedenerwowania matek. Dbamy o koleżanki, siostry, znajome, ale gdy w grę wchodzi osoba znana z okładek  włącza nam się „ prawo do  posiadania własnego zdania, bez względu na uczucia omawianej osoby.

Internet  może stać się miejscem wsparcia i dzielenia radości. Najczęściej tym właśnie jest. Piszę: najczęściej, bo osoby znane nie znają go z tej strony.  Jeśli czytają komentarze w pięć minut trafią na  wpisy od których włosy stają dęba. Jeśli unikają komentarzy, ktoś życzliwy i tak znajdzie sposób żeby je podesłać. Jak ma się czuć matka, przyszła matka, kobieta, która czyta, że ktoś życzy jej dziecku AIDS, śmierci, cierpienia?

Często się mówi, że to ryzyko wpisane w zawód, bo skoro aktorka, aktor sami wybrali ten zawód muszą się liczyć z negatywnym odbiorem ich pracy.  Nigdzie jednak nie może być zgody na takie odczłowieczanie.

  1. O tym, że specjalista fotelowy zawsze jest na posterunku.

Co sprawia, że ludzie w Internecie  tracą granice, piszą wszystko i bez względu na  tego kogo może to dotknąć? Czy to tylko poczucie bezkarności, pozorne bezpieczeństwo własnego fotela, mieszkania monitora? Myślę, że nie.

Przed nastaniem Internetu, człowiek również chciał być  zauważony. Żeby odnieść jakikolwiek sukces musiał włożyć w to lata pracy, często połączone z  brakiem wsparcia otoczenia. Musiał wierzyć, że to co i jak robi ma wartość, z którą może, powinien, ma prawo wyjść do ludzi. Wielu się to nie udawało, ale nie mieli jak wyrazić swojej frustracji.

Obecnie oczekiwania  nie zmieniły się  tak bardzo, jak sądzą niektórzy. Osoby mające na koncie porażkę, albo po prostu  ludzie nie znajdujący wartości w sobie mogą  z tym iść do Internetu.

Jako młody chłopak chciałeś się wspinać, ale masz lęk wysokości, albo nie lubisz się pocić? Strony internetowe wołają przecież, że opowiedzą ci jak to jest.  Skoro możesz się dowiedzieć, nie musisz jechać sam. Jesteś specjalistą fotelowym. Brawa, order i oczekiwanie posłuchu. Tyle, że posłuchu brak.

Wstawić w tym miejscu można z powodzeniem każdy inny zawód,  który na pewno będzie miał domorosłych znawców fotelowych.  Ich frustracja musi znaleźć ujście, a skoro się czymś interesują, wiedzą w kogo uderzyć żeby było głośno i dobitnie

  1. O tym, że z fotela warto się podnieść.

Wiem, że temat  z pozoru nieksiążkowy. Jeśli jednak spojrzeć na popularność dobrych biografii, książek zgłębiających różne zagadnienia myślę, że wart poruszenia. Żeby sekcje komentarzy przestały urastać do rozmiaru Nanga Parbat i wyżej.  Ciągle liczę, że w końcu zaczniemy wstawać z foteli na rzecz działania. Nasze zdanie pozna mniejsza liczba osób, ale będziemy wiedzę popierać doświadczeniem. To chyba jedyna broń przed nienawiścią.  Chciałabym Was poprosić o udział w dyskusji, Później wejdźmy na blogi  FB i napiszmy jeden konstruktywny komentarz. Taki, który pozwoli twórcy odciąć się od wpisów nienawistnych i uświadomić sobie, że stworzył napisał, wypowiedział zdanie, nad którym ktoś naprawdę pomyślał.  Może w ten sposób przestanie czuć  konieczność wykłócania się z kimś, kto wcale nie chce się porozumieć.

Pozdrawiam

Ania- Księganna   

  • https://booklicity.blogspot.dk/ booklicity

    Jestem pełna podziwu że byłaś w stanie napisać sensowny post na ten temat bo mnie za każdym razem krew zalewa jak wchodzę w sekcje komentarzy GDZIEKOLWIEK. Dorośli ludzie zachowują się dosłownie jak bydło. Albo i gorzej. Kiedyś wydawało mi się, że ludzie którzy komentują tylko po to żeby poprawić czyjeś błędy ortograficzne to zło #grammarnazi ale to co się ostatnimi czasu dzieje w internecie jest kompletnie przerażające. Jestem w paru grupach na facebooku – niektóre o gotowaniu, inne o kotach, kilka o książkach – co tam się ostatnio odpi****la to ludzkie pojęcie przechodzi. Jedna babka pisze drugiej że jedzenie na jej zdjęciu wygląda „jakby pies to wyrzygał/wysrał” – wchodzę w profil a to nie jest jakaś ‚gówniara’ albo inny ‚no-life’ tylko dorosła kobieta z dwójką dzieci w profilowym – co się do cholery dzieje? W innej grupie dziewczyna pisze że kot jej po nocy miauczy i nie może spać i czy ktoś ma jakieś rady – została zjechana od góry do dołu i stwierdzono że „nie zasługuje na kota skoro nie może spać przy miauczeniu”… Serio. Ostatnio jedyne komentarze jakie czytam to te na blogach bo facebook mnie przerasta.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Właśnie z tego przerastania wzięła się potrzeba napisania o tym. To, co juz zostało powiedziane, napisane, zostanie w necie. Trzeba samemu dbać o fragment internetu, na jaki mamy wpływ. Niewiele. Element do elementu i z czasem może coś się ruszy. Czego życzę wszystkim 🙂

  • http://w-sercu-ksiazki.blogspot.com/ Marta

    Temat bardzo książkowy, bardzo na czasie i bardzo mądry, bo choć rozmawiamy o sprawie Nangi to obie dobrze wiemy, że to jest never ending story, problem powraca jak bumerang i nie omija sfery książkowej. Najpierw powiem, że ja też lubię internet i spędzam w nim dużo czasu, lubię swoje bloga, lubię nawet facebooka, choć wielu by się ze mnie teraz śmiało. Nie lubię zmian, ale lubię samego fb, bo tak jak na blogu, poznaję tu mnóstwo ciekawych ludzi, rozmawiam na wiele niesamowicie ciekawych tematów, ogromnie dużo się uczę np. od ludzi prowadzących strony popularnonaukowe. Informacje podane w prostej i przystępnej formie, esencja. Jednak powróćmy do tego czym się z nami podzieliłaś.
    Nanga Parbat stała się tematem całego internetu, w tym połowy blogerów. Każdy był specjalistą. Każdy uważał, że ma prawo się wypowiedzieć, ocenić, dorzucić trzy grosze do dyskusji czy zarobić na tym prawdziwe pieniądze lub chociaż „fejm” w sieci. Książkosfery to nie ominęło. W połowie księgarni były promocje na książki o górach, a już o Nandze to można było kupić prawie za darmo. Nie mówiąc o książce Adama Bieleckiego.
    Jedni podsuwali linki do zrecenzowanych książek o górach. Inni oceniali czy było warto, a dzieci, a żona, a zadłużenie, a czy szczyt był ważny, a pani Elisabeth to to czy tamto, a zostawiać, a ratować, a czy prawda… Ileż razy przeczytałam w ostatnich dniach zdań w stylu „co prawda w góry zimą nie chodzę, ale…” albo „czytałam książkę tą i tą i wiem, że…”. Sami spece właśnie z fotela, „bo przeczytałem cykl postów na blogu jakimś tam nt. Himalajów i już wiem, że…”. Meh. Od razu mi się ten przysłowiowy nóż w kieszeni otwiera, bo naprawdę nikt im nie powiedział, że milczenie jest złotem? Że człowiek kilka lat uczy się mówić, a całe życie milczeć? Że czasami „reszta jest milczeniem” i Twoja złota myśl wcale nie jest taka złota? Trochę pokory.
    Tylko kilka osób to potępiło. I jedna napisała inspirującą mnie myśl. Nie oceniajmy, bo każdy z nas ma taką Nangę, coś najważniejszego, coś wokół czego kręcą się nasze myśli i czyny, coś dla nas najcenniejszego dla czego bylibyśmy gotowi naprawdę sporo zaryzykować. Dla Pana Tomasza Mackiewicza Nangą była… Nanga. Taki był. I tak umarł. W zgodzie ze sobą.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Miałam to samo wrażenie z książkami i wpisami. Sama zaczęłam czytać biografię Rutkiewicz, ale nie dałabym recenzji w czasie takiej „burzy”. Klikałaby się pewnie lepiej, ale zakładając bloga założyłam sobie, że ważniejsze jest to co chcę opowiedzieć, a nie liczbę kliknięć 🙂

  • Anna Nawrat

    Bardzo mądry i na czasie wpis i podziwiam, że udało Ci się myśli ubrać w słowa i w koherentny sposób je przenieść na bloga.
    Zjawisko nienawiści i jadu, jaki sączy się z wypowiedzi ludzi w internetowych komentarzach mnie przeraża, niekiedy zaś śmieszy w taki cyniczny, negatywny sposób. Z zasady nie czytam komentarzy przy wszelkiego rodzaju artykułach prasowych tudzież filmikach na yt. Należę również do bardzo niewielu grup facebookowych, a nawet tutaj omijam większość „kontrowersyjnych” wpisów szerokim łukiem. Powód jest jeden – nie znoszę głupoty i chamstwa i szkoda mi mojego zdrowia psychicznego na przekonywanie się, jak strasznie ciemna i niewychowana jest internetowa społeczność. I tylko w marzeniach widzę świat, w którym anonimowość anonimowością, ale Ci, którzy przekraczają linię przyzwoitości są karani. Ot, taka utopia.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Pomyślałam po prostu, że nie ma co zaczynać od tego kto ma rację. Taka dyskusja nie ma sensu. Chodzi raczej o podejście do prezentowania opinii 🙂 Cieszę się, że nie tylko ja omijam niektóre fora, żeby tylko ominąć hejtZONE 🙂 Pozdrawiam 🙂