Witold Jakubowski (red.) : Pedagogika kultury popularnej – teorie, metody i obszary badań

Witold Jakubowski (red.) : Pedagogika kultury popularnej – teorie, metody i obszary badań

Pora na kolejną książkę z kręgu naukowych.  Dość długo myślałam jak Wam o niej opowiedzieć i jednocześnie zaciekawić, zachęcić do czytania. Bo, że jest warta, nie wątpię.

Dziś chciałabym  z Wami porozmawiać o Pedagogice kultury popularnej- teoriach, metodach i obszarach badań pod redakcją Witolda Jakubowskiego, którą jeszcze w zeszłym roku otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Impuls. Choć powinnam raczej powiedzieć, o którą poprosiłam. Domyślam się, że wśród osób, które trafią na ten tekst, pojawią się też takie, które popukają się w czoło, Przecież to nie jest dobry temat do badań, a jeśli do tego spojrzymy na czasem wątpliwy poziom kultury popularnej, wszystko w nas krzyczy: NIE.

Właśnie dlatego żałuję, że nie mogłam wcześniej napisać o tej książce. Myślę, że najwyższa pora zmienić podejście.  Kultura popularna nie jest  „popularna, bo ktoś tak powiedział”. Jej kształt wynika z tego, po co sięgamy, co klikamy i wybieramy, za co jesteśmy w stanie zapłacić. Najprościej mówiąc są to przejawy życia kulturalnego, po które chętnie sięgamy na co dzień, które towarzyszą nam i z których korzystamy. Tu uwaga na pułapkę podziału. Wiele osób uznaje wyłącznie „kulturę wysoką”, resztę traktując jako bezwartościową. Należałoby się jednak zastanowić przed wydaniem takiego osądu i pamiętać, że granice między jedną, a drugą kulturą, o ile w ogóle istnieją( na co osobiście nie potrafię się zgodzić), pozostają subiektywne i zależne od sympatii i antypatii  w sferze kultury.

I tak dochodzimy do pierwszego powodu, dla którego książka zbierająca w sobie teorie, próbująca systematyzować podejścia i zachęcić do badań nad zagadnieniem wpisuje się w duży brak na rynku literatury naukowej.  I nie chodzi tu o wrzucenie kultury popularnej w ramy czy też próbę przecenienia jej znaczenia. Mowa raczej o tym, że jej istnienie jest ciekawe z naukowego punktu widzenia.

Książka pokazuje ponadto, że pedagogika kultury popularnej powinna być zgłębiana ze względu na wykorzystanie kultury popularnej w procesie nauczania.

Znajdźcie mi ucznia, który  choć raz w swojej szkolnej karierze nie denerwował się, że nie rozumie po co uczy się o przestarzałych rzeczach, musi czytać nieaktualne książki i ogólnie nie rozumie na co patrzy. Takie podejście uczniów jest często pokazywane przyszłym nauczycielom.  Niedawno kończyłam studia podyplomowe na kierunku język polski w szkole i do dziś pamiętam jak duży nacisk kładziono właśnie  na sposób zaciekawienia, dotarcia do ucznia w sposób dla niego zrozumiały i motywujący go do własnych poszukiwań. Żeby umieć pokazać to uczniom sami musimy wiedzieć gdzie szukać i jak patrzeć na kulturę popularną.

Nie jestem w stanie przybliżyć wszystkich treści, jakie porusza książka. Nie sądzę zresztą, żeby osoba czytająca ten tekst na to liczyła.  Powiem może tylko, że całość publikacji została podzielona na pięć, przejrzystych i ułożonych z pomysłem części:

I Pedagogika kultury popularnej w debacie teoretycznej i metodologicznej

II Kultura popularna jako przekaz edukacyjny i socjalizacyjny

III Film jako medium edukacyjne

IV Kultura wizualna – obraz w badaniach i działaniach edukacyjnych

V Biografie w popkulturze – popkulturowe biografie

W poszczególnych, napisanych  zręcznie i ciekawie tekstach autorzy konfrontują czytelnika z  jego początkowym spojrzeniem na kulturę popularną, a jej faktycznym wydźwiękiem, błędami w pojmowaniu zagrożeniami i korzyściami jakie mogą płynąć z wykorzystania jej w  edukacji.  Wychodzi się nie tylko z serią argumentów, że można ją wykorzystać, a  raczej  zbiorem różnych możliwości i wariantów. Ośmielę się nawet powiedzieć, że publikacja otwiera oczy na ogrom możliwości, które przechodzą nauczycielowi koło nosa, jeśli nie pokusi się o kreatywność w tym aspekcie. Stawia w ten sposób granicę  nie do przebycia dla uczniów, którzy świat szkoły i swoich zainteresowań dzieli na dwa odrębne, które nie są  w stanie się porozumieć. Książka, taka jak ta pokazuje, że połączenie jest nie tylko możliwe, ale również bardzo wskazane. Oczywiście połączenie kierujące odbiorcę, ucznia, uczestnika kultury w stronę mądrego poszerzania horyzontów i zdobywania rzetelnej wiedzy oraz umiejętności społecznych, kreujących standard życia.

Komu polecam:

  1. Nauczycielom, którzy chcą uatrakcyjnić prowadzone przez siebie zajęcia.
  2. Uczniom i studentom, którzy czują, że potrzebują mocnych argumentów w dyskusji na temat wykorzystania zainteresowań i hobby w pracach wykonanych na  ocenę albo szukają tekstu, który jest poparty wiedzą, doświadczeniem i nadaje się  na kompetentne źródło.
  3. Osobom, które ciekawią naukowe możliwości zgłębiania, badania i wykorzystania popkultury.

Szkoda, że nie natrafiłam na tę książkę, kiedy sama pisałam pracę magisterską. Nie mogłam, bo nie była jeszcze wtedy wydana, ale to nie zmienia faktu, że podczas czytania odnajdywałam coraz to nowe fragmenty, które by ją ubogaciły i może nawet zmieniły lekko jej kierunek.

Osobom ciekawym, zaintrygowanym bardzo polecam. Za możliwość zapoznania się bardzo dziękuję Oficynie Wydawniczej IMPULS, a czytelników zapraszam do dyskusji.

Jak wy patrzycie na popkulturę? Uważacie, że słuszne są próby włączenia jej w proces edukacji i pokazywanie takich jej walorów? Jestem niezmiernie ciekawa Waszego zdania i niezmiennie czekam w komentarzach.

Pozdrawiam

Ania- Księganna

  • Anna Nawrat

    Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy zadzierali nos wyżej czoła i pluli jadem na kulturę popularną, bo „jedyna słuszna kultura to ta z salonów i pałaców i klasyka klasyka i jeszcze raz klasyka!”. Klasyka nie od razu stała się klasyką, bardzo często to, czego np. teraz słuchamy w salach koncertowych, było rozrywką dla szarych mas, a książki uważane obecnie za filary literatury to niejednokrotnie gnioty, których nikt tak naprawdę nie lubi, ale są „trudne do zrozumienia, a więc muszą być dobre”. „Antek” i scena „leczenia siostrzyczki” w piecu to jedna z największych traum mojego dzieciństwa, której niemal udało się zniechęcić mnie do czytania w ogóle, a opery Rossiniego i Verdiego przyprawiają mnie o drgawki, zarówno od strony libretta jak i w warstwie muzycznej. A przecież jestem dorosłą osobą, a nie biednym uczniem, który ugina się pod górą mało dla niego zrozumiałych lektur i w głębi serca marzy tylko o tym, żeby sięgnąć po Harry’ego Pottera i odpocząć od „kultury wysokiej”.

    Coś czuję, że muszę po „Pedagogikę…” sięgnąć i pocieszyć się, że istnieją ludzie, którzy widzą problem i chcą coś na niego zaradzić.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Polecam, biblioteki pedagogiczne powinny ją mieć 🙂 Oczywiście wielu zapomina, że klasyka, to nie zbiór dzieł z kosmosu. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to cenzura Wilde, który obecnie jest uznawany za wizjonera i tak ważnego twórcę 🙂 Przykładów można mnożyć, a przecież nie o to chodzi. Trzeba zacząć dyskusję od mądrego wykorzystania, a nie domyślnego przekazu, bądź jego braku.