David Day : Atlas Tolkienowski

25 marca obchodziliśmy  m.in. Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Ubolewam, ale na powtórkę trylogii nie mam teraz czasu. Ale Polka potrafi, a w dodatku ma  kochanego chłopaka, który dostarcza  „tolkienowinki”. Czy warto sięgnąć po Atlas Tolkienowski, którego autorem jest David Day? Tego się dziś dowiecie.

Każdy, niezależnie od tego czy lubi twórczość Tolkiena, czy też nie, wie, że stworzony przez niego świat jest bogaty w szczegóły i bardzo rozbudowany. Naprawdę łatwo zgubić się w mnogości imion miejsc i zdarzeń, a raz przerwaną  lekturę ciężko podjąć od ręki. Dlatego doradza się  czytanie tych dzieł kiedy ma się na to czas albo, jak zrobiłam ja, kiedy nie ma się nic innego do roboty.  Wtedy nawet, jeśli niektóre wątki początkowo nas znudzą i tak sięgniemy, by czytać dalej. A warto to zrobić, bo Władca Pierścieni to, moim  zdaniem jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek powstały.

Nie usłyszycie jednak ode mnie, że to łatwa lektura , że trzeba się z nią męczyć, bo ( i tu następuje lista powodów). Każdy musi sam ocenić kiedy i czy chce się za to wyzwanie wziąć. Na pewno jednak można ułatwić sobie zadanie książkami i opracowaniami, które tłumaczą zawiłości tego uniwersum. Opisywałam już na blogu biografię J.R.R. Tolkiena i dalej utrzymuję, że  znając losy autora w wiele lepiej zrozumiemy to, co napisał i to bez doszukiwania się prostych przekładek z jednego do drugiego, od czego odżegnywał się sam autor.

Atlas tolkienowski to nie jest streszczenie dla leniwych. Powiedziałabym raczej, że to zbiór elementów składających się na świat, o których czytamy we Władcy Pierścieni.  Poszczególne teksty zaciekawiają, inspirują i doprowadzają do sytuacji, w której Twój czytelniczy mózg robi wielkie ŁAŁ.  Głównie dlatego, że czytając całą  unaoczniają, że każdy szczegół jest po coś i jest umocowany w  tym, co zostało wymyślone.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że  J.R.R. Tolkien stworzył nie tylko opowieść pełną akcji, ale też miał dużą ambicję, którą wprowadził w życie, według której opowieść tego typu potrzebuje kontekstu, odrębnych kultur, zwyczajów i języków.  Zalew tylu informacji odstrasza, albo pociąga. Niepotrzebne skreślić.

Osobny akapit należy się szacie graficznej. Książkę już przeczytałam, ale nie odkładam jej na półkę bo dziką przyjemność sprawia mi przeglądanie pięknych grafik. Nie mam słów i nie umiałabym wybrać. Ba, nie zaspoiluję Wam żadnego z nich. Nie przez złośliwość, ale raczej przez przekonanie, że tego trzeba samemu doświadczyć.

Uwaga na koniec. Ta książka  nie przyniesie nic nowego specjalistom i wielbicielom  Tolkiena. Jeśli tak, jak ja  często wracacie do Władcy Pierścieni.  Czyta się świetnie i przypomina ciekawostki i jest warta czasu, ale  nie zaskakuje. To wszystko już gdzieś czytałam, już gdzieś było.  Cieszę się że mam tę książkę na półce, bo mam ambicję  wiedzieć jak najwięcej ze świata, który stworzył Tolkien. Już Wam chyba gdzieś pisałam, że bardzo żałuję, że minęłam się z Tolkienem na tym świecie. Czekam na „później”. Naprawdę go wypytam jak to miało wyglądać w całości. Już doczekać się nie  mogę.

A jak Wy zapatrujecie się na Śródziemie? Lubicie? Omijacie? Jak podchodzicie do publikacji około tolkienowskie?

Czekam w komentarzach.

Pozdrawiam
Ania – Księganna  

  • Kinga

    Świetna pozycja, co prawda średnio lubię Władcę pierścieni i ogólnie tą tematykę, ale czemu nie? Takie atlasy mogą być bardzo ciekawe, raczej sięgnę po niego.
    Dodaję bloga do obserwowanych,

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/03/miedzy-zyciem-zyciem-jessica-shirvington.html

  • Anna Nawrat

    Tolkienowskie wszystko jest dla mnie jak błyskotka dla sroki. Atlas Daya kupić chcę już od dłuższego czasu, bo to wydanie jest przepiękne, a na dodatek będzie pasowało do „Bestiariusza” tego autora, do którego bardzo lubię sięgać, gdy przyjdzie mi ochota na powrót do Śródziemia, a czasu nie starcza na lekturę.