Pociąg do fantastyki: Warszawskie Targi Fantastyki [17/18 marca 2018]

Pociąg do fantastyki: Warszawskie Targi Fantastyki [17/18 marca 2018]

Miałam pisać tylko  o tym, jak miło było znów odwiedzić Warszawę w celu spotkania masy ludzi, którzy  lubią i propagują fantastykę jak ja. Miałam. Przychodzę jednak dziś  z opowieścią o wielkiej podróży.

Bohaterowie:

  • Ania
  • Darek
  • TLK
  • Warszawskie Targi Fantastyki
  • Jeszcze więcej TLK

  1. Nie planuj bratku…

Kiedy decydowaliśmy się z Darkiem jechać do Warszawy wiedzieliśmy, że  odległość zrobi swoje i to nie będzie łatwy wyjazd. Kombinowaliśmy tak: pojedziemy i wrócimy nocnymi, bezpośrednimi pociągami. Oszczędzimy w ten sposób na  opłatach za nocleg i będziemy mogli przywieźć  więcej Targowego dobra. Plan był idealny. Mieliśmy być w Warszawie przed 7:00 rano, zjeść spokojne śniadanko, pospacerować sobie w porannym słoneczku, a potem już rozbudzeni uderzyć na Targi. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że TLK ani myśli wesprzeć tej inicjatywy (choć za podróż w dwie strony zainkasowało niespełna 270 zł).  Bilans? Trzy i pół godziny opóźnienia, przepełniony wagon, Ukraińcy testujący ludzkie predyspozycje w temacie latania przy otwartych drzwiach wagonu, totalne niewyspanie i śnieg. Dużo śniegu. Złe dobrego początki.

Tu uwaga dla korzystających w przyszłości z usług TLK.  Jeśli macie kupione bilety z miejscówką, nie próbujcie polepszać sobie standardu,  siadając z pustym przedziale innego wagonu. Zrobił tak mąż jadącej z  nami babeczki i wiecie co? Odłączyli mu wagon i  zamiast w  Warszawie znalazł się w Opolu ,w samej bluzie, bez kurtki i dokumentów, a Pani z synem i dwoma torbami, a także mętlikiem w głowie zajechała do stolicy. Kiedy to usłyszałam stwierdziłam, że opóźnienia mi nie straszne.

  1. WTF? Oczopląs od nadmiaru dobroci

Na szczęście same Targi łatwo było odnaleźć, dlatego dość szybko znaleźliśmy się pod budynkiem. Miałam dobrego przewodnika, więc szłam w ciemno za nim, bo nie wiem czy wiecie, ale z moją orientacją w terenie nie jest najlepiej. W pobliskiej do Domu  Braci Jabłkowskich kawiarni wypiliśmy po herbacie i ruszyliśmy.

Same Targi to bardzo kolorowa i wesoła  atmosfera. Od razu zauważyliśmy, że jest robiona przez fanów dla fanów.  Przed wyjazdem zrobiliśmy listę tego, na co się skusimy, jeśli będzie i powzięliśmy twarde postanowienie, że nie popłyniemy. Taaaak… Prawda, co mam Wam powiedzieć? #dostałamoczopląsu

Daliśmy sobie dużo czasu na przejrzenie całej oferty i porozmawianie z twórcami, którym się nigdzie nie śpieszyło i z pasją opowiadali o tym przy czym stali. Chcieli sprzedać swój towar, to jasne, ale byli równie ciekawi nas, odpowiadali na pytania  i z przyjemnością się z nimi rozmawiało. W ten sposób dowiedziałam się ciekawych rzeczy o wyrobach ze skóry od Yggr, Darek zyskał potężne wsparcie w przekonywaniu mnie do RPG w postaci Copernicus Corporation, a stoły uginające się od książek testowały moją silną wolę. Nie kupiłam  nic, bo to Darek kupił Księgę Cmentarną Gaimana po całym dychu. Bądźcie ze mnie dumni! Zasłużyłam! Oparłam się nawet czterotomowemu wydaniu Nędzników. Czy słyszę brawa?

Nie oznacza to oczywiście, że wróciłam z pustymi łapkami. Aż tak silnej woli nie mam.  Jako, że jeden z 50 faktów o  mnie przestał obowiązywać, to znaczy zostałam bezczelnie wkręcona w GOT, nie mogłam wrócić bez koszulki tematycznej.

Zakupiliśmy sobie także dodatek do  gry Dixit. Całkiem sprawnie wmawiałam sobie, że to zakup poczyniony ze względu na pracę- dzieci uwielbiają tę grę.  Kupiliśmy też dwie kartki od prześwietnej Cathii, z którą uśmiałyśmy się z pewnych koligacji rodzinnych. Dalej uznaję, że nie spoinujesz, AŻ TAK. Napełniliśmy także nasze brzuchy pysznościami serwowanymi na  parterze, a odpoczywaliśmy na warsztatach DORIGAMI. Ja dalej jestem pełna podziwu dla cierpliwości prowadzącego, bo trafiła mu się  dość oporna uczennica. Znaczy ja naprawdę chciałam, tylko średnio wychodziło. Za to Darek odkrył swój nowy talent.

Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, z którymi udało nam się porozmawiać, ale wszystkim bardzo dziękuję i ślę pozdrowienia. Nie mogę jednak pominąć cosplayerów , którzy  chętnie  pozowali do zdjęć i wprowadzali jeszcze więcej koloru do i tak już kolorowej społeczności.

Z minusów? Przychodzi mi na myśl tylko jeden Brak krzeseł. Choć dla nas to miało i plusy, bo  może inaczej nie przekonalibyśmy się do Origami, ale taka mała podpowiedź na przyszłość to zorganizowanie strefy ciszy. Szczególnie gdy ludzi się zebrało sporo,  co cieszy, nawet najbardziej cierpliwy  dochodził do granicy. Ale nie narzekam, bo zaradny człowiek, wszystko wykorzysta do siedzenia.

  1. O tym, że warto

Wszystko to sprawiało, że łatwo było zapomnieć o zmęczeniu, a ostateczny rachunek  ponad 12 godzin w pociągu i nie wiem ilu niespania, zwrócił się z nawiązką. Jest duża szansa, że za rok znów  wpadniemy do Warszawy. Czy Wy też będziecie, a może byliście w tym roku i się spotkaliśmy?

Zapraszam do komentowania i pozdrawiam

Ania – Księganna

  •  Organizatorom dziękuję za użyczenie grafiki wyróżniającej.
  • Anna Nawrat

    Wydarzenia organizowane dla fanów, najlepiej przez innych fanów, to cudowna sprawa. Pamiętam z czasów szkolnych, a później i studenckich te wszystkie konwenty, na które jeździłam, czy to z siostrą, czy przyjaciółką, na których 8 razy na 10 bawiłam się świetnie.
    Gratuluję opanowania zakupowego i biję głośne brawa!
    O PKP nie będę nic pisać, bo ja i polskie koleje stanowczo się nie dogadujemy.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      PKP to Partyzanckie Koleje Popsute 🙂 Nie dam sobie powiedzieć, że jest inaczej. Konwenty to naprawdę świetna okazja żeby sobie uzmysłowić, że czytelników i entuzjastów jest wielu. Wbrew temu, co mówią badania 🙂