Leigh Bardugo: Szóstka wron

Leigh Bardugo: Szóstka wron

Są książki, które dosłownie wyskakują z lodówki. Jeśli wierzyć przekazom reklamowym połowa ludzkości straci życie, ponieważ je omija. W ten obraz wkrada się jednak  mały szczegół: czas mija, ludzkość żyje, jak żyła, a o książce nikt nie pamięta. Stąd już o krok od dyskusji o współczesnych bestsellerach, ale to temat na inny wpis.  Dziś zmierzymy się z Szóstką wron od Leigh Bardugo, która swego czasu była właśnie książką lodówkową. Czy  nakręcanie sławy miało w tym przypadku postawy?

Zanim o tym poświęćmy chwilę na przybliżenie fabuły. Starym księgannowym zwyczajem  zastanawiam się ile mogę powiedzieć żeby nie zepsuć  zabawy chętnym.

Kaz Breeker jest uznawany za geniusza przestępczości i człowieka bezwzględnego.  Nie są to puste przypuszczenia. Zapracował sobie na taka opinię, a doza tajemniczości, która spowija jego umiejętności i przeszłość nie ociepla jego wizerunku. I dobrze. On wie, że w codzienności, zarabianiu i najmniejszej nawet zemście może liczyć tylko na siebie. Kiedy dostaje propozycję włamania się do Lodowego Dworu wie, że to samobójcza misja. Na szczęście ani on, ani wrony jakie ze sobą zabiera nie są osobami przywiązanymi do życia. Co stoi za  decyzją, że podejmą się wyzwania? Desperacja? Determinacja? A może całkiem co innego?

Powiedzmy sobie szczerze. To nie jest wybitna książka. Nie jest też tytułem, który odkładałam z wypiekami na twarzy szturmując księgarnię o drugi tom, dlatego uważałabym z reklamowaniem tego jako obowiązek czytelniczy. To po prostu dobra książka, która przyjemnie się czyta i która ma zarówno plusy jak i minusy. Na tle przeciętnych się wybija i na pewno nie usłyszycie ode mnie, że nie warto po nią sięgać . Gdybym jednak siadała do niej z oczekiwaniami napompowanymi przez wszędobylskie recenzje, wyrzuciłabym książkę za okno.

Stosuję jednak ostatnio całkiem odwrotną technikę. Zakładam, że sławny tytuł będzie gniotem, a  z  upływem kolejnych stron daję się pozytywnie zaskoczyć. Myślę, że tu jest problem. Nie dajemy książce, tak jak sobie samym być przeciętną. Zwykłą z naprawdę dobrymi momentami czy przesłaniem.

W Szóstce wron najbardziej podobały mi się podkreślone różnice społeczne. Strach przed griszami, czyli osobami mającym różnorodne zdolności magiczne, można przełożyć na społeczne niezrozumienie odmienności, które dostrzegamy sami. Nie potrzeba do tego magii.

Może to wy nie powinniście istnieć, Helvar. Słabi i miękcy, ze swoim krótkim życiem i żałosnymi przesądami. Czcicie leśne duszki i duchy lodu, które nie raczą się nawet pokazać, ale gdy widzicie prawdziwą moc, to aż się rwiecie, żeby ją zdeptać.

Ponadto Bardugo daje swoim bohaterom różne doświadczenia i przeszłość, która odbija się na ich decyzjach i zachowaniach. Czasem bezwzględnych i złych, ale nigdy nieuzasadnionych. Są to  często osoby, które  można by powiedzieć „nie potrafią w relacje”, ale jednocześnie są względem siebie lojalne.

Zobowiązałem się cię chronić. Tylko śmierć powstrzyma mnie od wypełnienia tej przysięgi.

Czego więcej chciałabym od tej książki?  Autorka miała pełne pole do popisu, żeby stworzyć opowieść głęboką, pełną emocji strachu i prawdziwej złości, a niestety przy czytaniu miałam ciągle wrażenie jakby przekładała ciężarki na wadze i patrzyła jej co wyjdzie.  Czasem  zapierdzielała z akcją na łeb i szyję, mało nie łamiąc nóg bohaterom, a czasem robiła ze swojej powieści przykład literatury podprogowo walczącej o sprawiedliwość i szacunek.  Ostatecznie, choć czytało się szybko i przyjemnie, nie zyskałam możliwości przywiązania się do żadnego bohatera.  A przecież jak pisałam autorka miała ciekawe pomysły na ich przeszłość i aspekty, które ich do danej sytuacji doprowadziły. Po prostu nie wykorzystała ich tak, jak mogła.

Myślę też, że lepiej wyszłaby z jedną perspektywą. Perspektywy jednak zmieniają się z rozdziału na rozdział. Czasem  chodzimy tam gdzie Kaz, czasem za Inej, Niną i innymi. Rozumiem zamysł, bo w ten sposób na tę samą sytuację, albo otoczenie możemy spojrzeć inaczej, a przy okazji poznać losy bohaterów, ale to także pełna pułapek przestrzeń dla autorki, która ma wyraźny problem z ogarnięciem chaosu i   spłyca czy upraszcza wątki.  Nie mogę się do końca wyżyć nie sadząc spoilerów co drugie zdanie, więc zamilknę.

Przeczytam drugi tom przy okazji, a Was  nie zniechęcam, Książka zapewni wam jeden, dwa wieczory dobrej rozrywki, połączonej z naprawdę ciekawym konceptem problemów społecznych.

Czytaliście już? Może macie odmienne ode mnie zdanie i uważacie, że  powinnam przeczytać jeszcze raz? Jestem bardzo ciekawa co myślicie. Zapraszam do komentarzy

Ania – Księganna

 

  • Anna Nawrat

    Na szczęście „Szóstkę wron” czytałam po pierwsze po angielsku, po drugie zupełnie nie zdając sobie sprawy z hype’u, który ją otaczał. Tym samym moje wrażenia były bardzo pozytywne, prawdopodobnie bardziej, niż gdybym się nastawiała na dzieło genialne, jak wszyscy twierdzą. Nie przeszkadzała mi prowadzenie narracji z punktu widzenia wielu osób, rozwój bohaterów był dla mnie jak najbardziej wystarczający, po prostu czytało mi się tę opowieść dobrze i ze sporymi emocjami.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Cieszę się 🙂 Może po prostu przez rozgłos medialny miałam wobec tej książki za duże oczekiwania,a ona nie miała nawet ambicji by je spełnić. Czytała się dobrze i tak ją zapamiętam 🙂