Stanisław Lem: Dzienniki gwiazdowe

Stanisław Lem: Dzienniki gwiazdowe

Wyobraźnia ludzka nie ma granic, ale niektórzy ludzie i tak je przestawiają. Dziś zapraszam na wrażenia z mojego pierwszego spotkania ze Stanisławem Lemem. Książkę czytałam już jakiś czas temu, ale ciągle nie mogę wyjść z podziwu.

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy największą nagrodą dla dziecka była obietnica niedzielnej przejażdżki na Marsa, a teraz rozkapryszony malec nie zje śniadania, jeśli ojciec nie wywoła dlań specjalnej eksplozji gwiazdy Supernowej!

Potęga tego, co stworzył Lem  to odkrywanie nowych światów i doświadczanie go w sposób podobny do tego, który  jest udziałem głównego bohatera. Ijon  Tichy – słynny gwiazdokrążca, którego dokonania sprawiły, że wydanie jego dzienników stało się koniecznością, że względu na dobro  ludzkich dążeń naukowych. Dlatego tym razem o fabule milczę i nic nie  będę  wyjaśniać.  Powiem tylko jedno. Jeśli dacie się przekonać na pewno będziecie pod wrażeniem.

Istnieje specjalna metoda, by ratować równowagę umysłu – wymyśla się różne fikcyjne osoby.

Całość książki zbudowana jest tak, że gdyby nie znajomość podstawowych informacji o świecie, informacje  w niej zawarte  łatwo byłoby uznać za prawdziwe. Stanisław Lem pisze, o rozlicznych planetach, gwiazdach, stworzeniach i kulturach tak szczegółowo, tak jakby je widział i doświadczył.

Zgodnie z przyjętą systematyką, występujące w naszej Galaktyce formy anormalne obejmuje typ Aberrantia (Zboczeńce), dzielący się na podtypy Debilitales (Kretyńce) oraz Antisapientitales (Przeciwrozumce). Do tego ostatniego podtypu należą gromady Canaliacaea (Paskudławce) i Necroludentia (Zwłokobawy). Wśród Zwłokobawów rozróżniamy z kolei rząd Patricidiaceae (Ojcogubce), Matriphagidae (Matkojady) i Lasciviaceae (Obrzydłce, czyli Wszeteki). Obrzydłce, formy już skrajnie zwyrodniałe klasyfikujemy dzieląc na Cretininae (Tępony np. Cadaverium Mordans, Trupogryz Bęcwalec), i Horrorissimae (Potworyjce, z klasycznym przedstawicielem w postaci Mętniaka Bacznościowca, Idiontus Erectus Gzeemsi). Niektóre z potworyjców tworzą własne pseudokultury; należą tu gatunki takie, jak Anophillus Belligerens, Zadomiłek Zbójny, który nazywa siebie Genius Pulcherrimus Mundaus, albo jak ów osobliwy, łysy na całym ciele egzemplarz, zaobserwowany przez Grammplussa w najciemniejszym zakątku naszej Galaktyki – Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), który zwie siebie Homo Sapiens.

Wszystkie fantastyczne światy nie służą jednak Lemowi do zabawiania  czytelnika czy oderwania go od ponurej rzeczywistości. Wręcz odwrotnie dają mu pole do wytykania ludziom ich przywar, błędów i katastrofalnych w skutkach zachowań. Wprost o niektórych aspektach  ciężko jest mówić, pewnie dlatego tak bardzo lubimy metaforę, fikcję. Czytając ją każdy z nas będzie w stanie odnieść ją jakoś  do siebie. W całości czy tylko po części.

Dzienniki gwiazdowe  nie są łatwą książką. Pełną żartów, przytyków i ironii, ale nie łatwą. Wydawało mi się, że przeczytam szybko i będę się tylko cieszyć, ale  po czasie  myślę sobie, ze lepiej sobie tę książkę dawkować, czytać jak artykuły w czasopismach i porządnie przemyśleć. Przy okazji mniej się z nią męczyć niż ja. Powiem Wam, że ja póki co muszę sobie zrobić odpoczynek od Lema.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z twórczością Stanisława Lema? Lubicie? Omijacie? Wahacie się? Czekam w komentarzach.

Pozdrawiam

Ania – Księganna

  • Anna Nawrat

    Cały czas się waham, ale coraz bliżej jestem sięgnięcia po Lema, bo po pierwsze to jednak było nie było jeden z polskich klasyków s-f, a po drugie wstyd nie mieć w swoim dorobku czytelniczym żadnej jego książki, kiedy sam gatunek tak bardzo się lubi.

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Jeśli lubisz s-f i wyzwania, u Lema znajdziesz. Ja musiałam do niego sobie zrobić kilka podejść, żeby w końcu mi się udało 🙂