Pyry smaczniejsze niż zwykle: PYRKON 2018 [18 – 20. 05. 2018]

Pyry smaczniejsze niż zwykle: PYRKON 2018 [18 – 20. 05. 2018]

Pyrkon 2018 przeszedł już do historii.  Była to pierwsza edycja, w której wzięłam udział, dlatego planowałam  epicką relację żółtodzioba.  Jak nietrudno się domyślić: coś „nie pykło”. Stwierdziłam, że zamiast prawilnej relacji zrobię dla Was coś innego. Zapraszam na konfrontację  wyobrażeń o tym konwencie ze stanem faktycznym, a do tego porcję zdjęć różnych.

  1. Jeśli tylko możesz, odbierz wejściówkę w czwartek.

Prawda. W czwartek uwinęliśmy się w 10 minut, łącznie z niespiesznym chowaniem kości i identyfikatorów po plecakach. W piątek  były kooooooleeeejki.  Nie żeby to było specjalnie nudne, bo zawsze znajdzie się ktoś z głośnikiem, zapasem muzyki i zacnych żartów. Nie zmienia  to jednak faktu, że w czasie oczekiwania  można ogarniać teren targów, co do najłatwiejszych nie należy, szczególnie za pierwszym razem.

  1. Kolejkon pełną gębą

Słyszeliście kiedyś to określenie, ale wydaje Wam się przesadą, uknutą przez niezadowolonych z życia uczestników? Otóż nie. Kolejki są do wszystkiego i są długie. Trzeba je wliczyć w Wasz plan konwentowy inaczej wszystko się posypie. Poświęćcie piątek na ogarnięcie, co, gdzie i w jakiej od siebie odległości. Program na szczęście dużo Wam ułatwi, ale tylko jeśli dacie sobie czas, żeby go poczytać. Zakreślacz i zerowe umiejętności orgiami w celu zagięcia strategicznych stron, zawsze w cenie. Macie dwie opcje  główne opcje kolejkowe: 1 wziąć ze sobą książkę, 2 zagadywać do ludzi ile wlezie. Z rozmysłem nie wymieniam telefonu, bo umówmy się  i tak będzie Wam ciągle towarzyszył. Jestem realistką. Osobiście  polecam opcję drugą, ale ona zasługuje na osobny punkt.

  1. Teletubisie mówią: Tulimy

Dni konwentowe tworzą, zresztą wszędzie, nie tylko w Poznaniu, specjalną atmosferę. Ludzie  są dla siebie milsi, chcą rozmawiać , opowiadać o swoim hobby, uczyć się nowych rzeczy, spotykać i  tulić.  Warto się przełamać i otworzyć, korzystając z okazji jaka nie zdarza się często. Jest wiele osób, dla których  Pyrkon to tylko ludzie. I coś w tym jest, choć szczerze polecam  nie wmurowywać się w sleepy. Przy okazji mówię, że kwestii spania nie poruszam, bo byliśmy burżuje i spaliśmy u rodziny z pełnym wiktem, opierunkiem i podwózką. Produkować się nt. noclegów w takiej sytuacji?  Nie na miejscu.

  1. Mój przyjaciel podłoga.

Uwierzcie, o krzesło w miejscu, w którym opłaca siedzieć, jest trudno.  Dlaczego? Najczęściej  będziecie siedzieć w kolejce.  Wszystko oczywiście zależy od tego, czego na Pyrku chcecie doświadczyć. Szanujcie jednak swoje nogi żeby nie strajkowały po trzech intensywnych dniach, a może raczej strajkowały mniej. My z Darkiem wybieraliśmy te miejsca, w których względny komfort łączyliśmy z miejscem obserwacyjnym. Dzięki temu nie mieliśmy poczucia że coś tracimy. No przynajmniej do momentu pojawienia się relacji na YT. To niespotykane, że można mieć poczucie pełnego uczestniczenia w konwencie, a większości i tak nie widzieć. Trzeba się z tym pogodzić.

  1. Jedzone

Jedzenie warto mieć z zewnątrz i ze sobą. Nie znaczy to ze nie zjecie smacznie na terenie targów. Głodowania nie będzie, o ile nie wydacie wszystkiego na strefie  wystawców. Nie myślcie, że to rzadki przypadek. Organizatorzy wiedzieli co robią i rozdawali dania  Knora. Szczyt żywieniowy to nie jest, ale głód pokona.

  1. Grupa za mną!

Przewodnik jest w cenie.  Oznacza to, że jeśli jedziecie po raz pierwszy warto trzymać się osób, które na Pyrku już kiedyś były.  Podpowiedzą Wam co warto robić, kiedy i będą znali rozwiązania na większość trudności. Dla mnie  kimś takim był Darek i jestem pewna, że w dużej mierze dzięki niemu tak dobrze wspominam Pyrkon..

  1. Sprzedam nerkę, kupię wszystko!

Zanim wejdziesz na strefę wystawców, zrób kilka wdechów.

My podzieliliśmy sobie halę na strefy i staraliśmy się nie spędzać tam więcej niż  45 minut, I tak poszaleliśmy, ale pilnując się wzajemnie, a dzięki temu nie było tak źle, jak być mogło.

  1. Za rok będę

 Czy Pyrkon męczy? Pewnie! Czy pod koniec dnia jest ciężko? Oczywiście. Nie zmienia to jednak faktu, że jest obowiązkowym punktem programu na przyszły rok konwentowy. Nie znajduję w nim trwałych minusów, takich, jakie po czasie, ciągle mam ochotę mu wytknąć. I to chyba najlepsza recenzja.

 

To jak? Z kim się widzę za rok?

Pozdrawiam

Ania – Księganna