Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert: Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955- 1996

Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert: Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955- 1996

Jeśli ktoś śledzi mnie na FB (a można TUTAJ),wie, jak entuzjastycznie zareagowałam na wieść o wydaniu korespondencji pomiędzy Wisławą Szymborską i Zbigniewem Herbertem. Z góry mówię, że nie przeszkadzają mi podejrzenia o próbę zarabiania na nazwiskach sławnych pisarzy.  Kupię wszystko, co jest związane z Szymborską. Po prostu.

Pierwszy raz o planach wydania słyszałam od Michała Rusinka, który mówił o tym kiedyś w BukBuku.   Już wtedy, choć nie poznałam jeszcze daty, wiedziałam, co na pewno sprawi mi frajdę. Trochę mi witki opadły, kiedy się dowiedziałam, że książka liczy sobie tylko 170 stron i jest bogato ilustrowana. Nastawiłam się na stosunkowo niewiele tekstu i zaczęłam obawiać, że książka będzie słabsza niż można się spodziewać.

Czytałam już korespondencję między Wisławą Szymborską, a Kornelem  Filipowiczem i wyłaniający się  z niej obraz dwojga zakochanych w sobie pisarzy był  po prostu piękny. Listy pełne szczerych uczuć, tęsknoty, troski i niemałego poczucia humoru, zapadły mi w pamięć. Kiedy mam tę książkę w domu, a jest rozchwytywana w rodzinie, więc nie zdarza się to zbyt często, bardzo lubię zaglądać do niej na wyrywki.

Korespondencja między Szymborską, a  Zbigniewem Herbertem nie ukazuje aż takiej głębokiej zażyłości, dlatego może niektórych rozczarować, szczególnie jeśli liczyli na powtórkę z rozrywki.  Dla mnie jednak jest zapisem spotkania się dwójki osób, które po prostu się szanują i poważają, a jednocześnie mają do siebie samych zdrowy dystans, który pozwala  na  sporą dawkę żartu.

Przegląd listów zaczynamy od  listu Wisławy Szymborskiej, która  dość oficjalnie nawiązuje kontakt z Herbertem, żeby ten podesłał wiersze  do Życia Literackiego. Wyraźnie widać, że pisarze wtedy jeszcze się nie znają na tyle, by pozwolić sobie na większe żarty, ale to  bardzo szybko się zmienia.

Jeszcze niech Pan dośle ten wiersz o cenzorach. Spróbować zawsze warto, a nuż się nie połapią. Trzeba mieć zawsze zaufanie do głupoty ludzkiej.

Powstaje nawet postać Frąckowiaka/ Fronckowiaka, który będąc sekretarzem Pana Herberta, wykazuje się niemałym uwielbieniem wobec Szymborskiej i niejednokrotnie musi usprawiedliwiać leniwego Pana. Fragmenty pisane przez niego i do niego są niezwykle zabawne i aż żal, że tak ich niewiele.

Dobrze, że Ryszard Krynicki opracowując zbiór, zdecydował się na zamieszczenie szerokich komentarzy. Dzięki nim  całość  posiada szerokie i w pełni zrozumiałe tło, a to ułatwia czytanie i sprawia, że czytelnik, sięgając po książkę, oprócz przyjemności z czytana, zyskuje możliwość poszerzenia wiedzy.

Czy warto? Uważam, że tak. Pozycja jest idealna dla fanów autorów, ale wydaje mi się, że na początek próby czytania korespondencji też się sprawdzi, głównie dlatego, że jeśli ktoś nie sięgał wcześniej po korespondencje będzie mógł za pomocą tej niewielkiej książki spróbować swoich sił. Oczywiście tak jak powiedziałam objętość książki może być jej plusem i minusem jednocześnie. Ja chciałabym więcej, ale możliwe, że to po prostu niedostatek dla serca zapamiętałej fanki Wisławy Szymborskiej.

A Wy? Planujecie sięgać? A może już czytaliście i macie wyrobione zdanie? Czekam w komentarzach.

Ania – Księganna

  • http://w-sercu-ksiazki.blogspot.com/ Marta

    Przeczytałam i choć książka zdecydowanie ma w sobie pewne piękno i urok, to dla mnie było w niej zdecydowanie za mało tekstu.