Marta Kisiel: Dożywocie

Marta Kisiel: Dożywocie

Anioł z uczuleniem na pierze, ośmiornicowate  z zamiłowaniem do  sztuki kulinarnej, i naśladowca Wertera. Nie jest to spadek, na jaki liczylibyśmy, otrzymując niespodziewaną wiadomość.  Dodajmy do tego rozpadającą się ruderę i pisarza, który próbuje stawić temu czoła. Co otrzymujemy?

Marta Kisiel to polska pisarka, o której słyszałam same dobre rzeczy. Co prawda nie dowierzałam, że jest aż tak dobra, jak próbowali mi wmówić recenzenci, ale uznałam, że po prostu muszę spróbować. Tak się złożyło, że do rozpoczęcia przygody brakowało mDożywocia i biedna Siła niższa patrzyła na mnie z wyrzutem. Ograniczyłam ostatnio ilość kupowanych książek( tak!) dlatego domówiłam sobie tę książkę przy pierwszej nadarzającej się okazji. I co? Przepadłam.

Nie pamiętam kiedy tak się śmiałam podczas czytania. Strony  przewracały się same, bohaterowie byli charakterystyczni a wszystko okraszone sporą dozą prztyczków w nos dla Polaków. Książka uczy dystansu do siebie i robi to tak, że popłaczecie się ze śmiechu. Historia nie zaczyna i nie kończy na humorze, bo autorka sprytnie między żarty wplata elementy, które każą pomyśleć. Pokazują ni mniej ni więcej, a świetny warsztat autorki, która dokładnie wie jak prowadzić akcję żeby wyważyć każdy aspekt fabuły i ostatecznie naprawdę  dobre wrażenie, które podpowiada: czytaj dalej.

A Konrad był wszak rdzennym mieszczuchem, wychowanym w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów. Zwykle obcował z przyrodą za pośrednictwem kanałów Animal Planet i National Geographic. Mógł godzinami rozprawiać o zwyczajach godowych surykatek albo jeziorach kraterowych, ale jedynym gatunkiem drzewa, które rozpoznawał, była wierzba, koniecznie płacząca, a za naturalne środowisko podgrzybków uważał słoiczek.

 Nie chcę Wam opowiadać o fabule, żeby nie zepsuć niespodzianki. Książka jest niewielka, czyta się szybko i nie stanowi większego wyzwania, ale oddaje czytelnikowi z nawiązką okazane jej zainteresowanie.

Postaci z tej książki zasługują jednak na osobny akapit, głównie dlatego, że są świetne. Pisałam już, że są charakterystyczni, ale co to tak właściwie robi dla fabuły? Ano napędza ją z rozmachem.  Nasz spadkobierca, czyli Konrad Romańczuk to mieszczuch, dla którego pobyt na wsi jest najpierw formą zesłania. Musi się nauczyć życia, a lokatorzy, choć starają się pomóc, niestety o wiele częściej utrudniają. Prowadzi to do bardzo śmiesznych sytuacji i ciągłych frustracji właściciela tego grajdołka.

Jako tradycyjny Anioł Stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka.

Aspektem, o którym trzeba również wspomnieć jest język. Książka napisana jest świetnie. Wierzy w inteligencję czytelnika, a  jednocześnie nie utrudnia mu zadania.

 Znów mam wrażenie, że zamotałam i niewiele powiedziałam, ale wolę tak, niż z ryzykiem spoilerów i zepsucia zabawy. Ja będę czytać dalej i sięgnę też na pewno po inne książki autorki. A Wy? Czytaliście, czytacie, chcecie przeczytać? Może są wśród Was osoby, które wolą omijać te książki szerokim łukiem? Niezmiennie  zapraszam do sekcji komentarzy i pozdrawiam.

Ania – Księganna

  • https://wrotkaczyta.blogspot.com/ Wrotka Czyta

    Zupełnie nie znam tej autorki, ale to co napisałaś o tej książce gwarantuje mi dużo śmiechu podczas czytania, a to bardzo lubię 🙂

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Polecam. Jeśli lubisz się śmiać i czytać jednocześnie będzie idealna.

  • http://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com Anna Nawrat

    Z Martą Kisiel mam różnie. Dożywocie mi się podobało i dobrze się przy nim bawiłam, mimo że nie uznałam go za nic specjalnego. Toń podobała mi się bardziej, książka dalej z humorem, ale jednak poważniejsza i o stanowczo lepszej fabule. Za to Nomen Omen mnie zawiodło, bo oprócz humoru, który tym razem był stanowczo zbyt nachalny, niewiele miało do zaoferowania. Na nową książkę pani Kisiel czekam i na pewno będę chciała ją mieć na półce, a Siłę Niższą mam zamiar do tego czasu przeczytać, zobaczymy, w którą stronę to wszystko się potoczy😁

  • https://booklicity.blogspot.dk/ booklicity

    Może powinnam dać Kisiel jeszcze jedną szansę? Pierwszą książką tej autorki za którą się zabrałam był „Nomen omen” i niestety ale nie polubiliśmy się :/ Nie była wcale taka zabawna jak wszyscy opowiadali, a żarty jak już się pojawiały byłī dość… żenujące.
    Ale podobno „Nomen omen” to nie jest najlepszy popis tej autorki, a widzę, że „Dożywocie” już po recenzji zapowiada się dużo lepiej 😉

  • http://w-sercu-ksiazki.blogspot.com/ Marta

    Kiedy ja w końcu przeczytam coś Pani Kisiel?! Same zachwyty, a ja jestem tak w tyle! 😀 Pewnie, że przeczytam – mam już wszystkie ebooki, włącznie nawet z najnowszą „Tonią”, teraz tylko w pakiecie do książek poproszę czas na czytanie. 😉