Góry po krakowsku: Spotkanie z Adamem Bieleckim [27 sierpnia 2017]

Góry po krakowsku: Spotkanie z Adamem Bieleckim [27 sierpnia 2017]

Są osoby, które nas inspirują. Robią coś co my byśmy chcieli albo bywają w miejscach tak fascynujących, że kiedy ich spotykamy, mamy wrażenie, że sami też  jedną nogą tam jesteśmy.  U mnie tak jest z górami wysokimi. Wiem, że sama nigdy nie trafię tam osobiście, ale to wcale nie przeszkadza mi w  czytaniu o nich i słuchaniu tego, co mają do powiedzenia osoby, które podjęły decyzję o związaniu z nimi swojej aktywności.

Czas opowiedzieć na blogu o dążeniu do spotkania z Adamem Bieleckim.

Podejście pierwsze: Gniezno

Było to krótko po szumie medialnym związanym z  Tomkiem Mackiewiczem, a w zasadzie jeszcze na jego fali.  Pisałam  wtedy co sadzę o postawie  niektórych internautów i jeśli nadal ciekawi Was moje zdanie, zapraszam TU. Nie będę mówiła, że samej mnie nie ciekawiło, jak Adam  patrzy na cała sytuację z Nangą, ale  o wiele ważniejsze było posłuchanie jego opowieści o górach na żywo. Kiedy się okazało, że jest  na to szansa w Gnieźnie, czyli mieście, które znam, bo studiowałam w nim kilka lat strasznie się ucieszyłam.  W dodatku, choć limitowane,  wejściówki były darmowe. Czy można chcieć więcej?

Wymyśliłam sobie, że spróbuję wystarać się o wejściówkę prasową. Pisałam do wielu osób związanych z organizacją , w tym także do Urzędu Miasta. Bez skutku, co mnie nie zaskoczyło, bo domyślałam się, że tego typu wejścia rozdano już dawno. Stwierdziłam, że  nic straconego. Była jeszcze pula wejściówek do obioru przez Internet. Pilnowałam godziny, jednak już po minucie okazało się że się skończyły. Nie ma i więcej nie będzie. Delikatnie mówiąc zdenerwowałam się i postawiłam sobie za punkt honoru, że na spotkanie z Bieleckim pojadę,  choćby nie wiem co. Szukałam i znalazłam, łącząc przy okazji wakacje z realizacją tego zamierzenia. Na szczęście mój narzeczony lubi takie eskapady i nie ma mi za złe, że ciągam go na  przez całą Polskę na spotkanie z człowiekiem, o którym wie tyle, że jest.

Podejście drugie: Kraków

Bilety kupiłam ze sporym wyprzedzeniem i dobrze zrobiłam, bo rozeszły się szybko. 25 sierpnia wsiedliśmy w pociąg, a następnego dnia rano byliśmy na miejscu z zamiarem spędzenia niedzieli na zwiedzaniu. I pewnie tak by było, gdyby nie to, że pogoda postanowiła odmówić współpracy. Padało. Na szczęście  W tak dużym mieście mimo niepogody jest co robić, a jako że oboje byliśmy już tam kiedyś  z nawigacją, przy niewielkim udziale Google Maps i życzliwych ludzi nie było problemów. Dzień wcześniej kupiliśmy sobie bilety do Muzeum Podziemia Rynku, bardzo ciekawego, pokazującego odkryte stosunkowo niedawno, zabytkowe fundamenty i trakty. Jest klimat i naprawdę robi wrażenie. Myślę, że warto o nie zahaczyć, dodając ten punkt do turystycznych oczywistości.

Spotkanie z Adamem odbyło się w Kinie Kijów Centrum. Domyślam się, że jeśli ktoś nie jest z Krakowa niekoniecznie wie o jego istnieniu. Też nie miałam o nim pojęciu. Punkty Informacyjne rządzą i szybko  się odnaleźliśmy.

Pozostaje pytanie: czy było warto?  Przecież można się wszystkiego dowiedzieć z Internetu i oszczędzić sobie zachodu i długiej drogi.

Prezentacja Bieleckiego zawierała sporo ciekawostek, których nie można znaleźć w jego  mediach społecznościowych, a także zdjęcia i filmiki z tej samej kategorii.  Pokazało to szacunek, jaki himalaista ma względem osób które chciały poświęcić na niego swoje pieniądze i czas. Snuta przez dwie godziny opowieść nie pozostawiała złudzeń. Adam jest Pasjonatem gór i potrafi tę pasję przekazać innym. Ponadto  rozprawia się z mitami o wspinaniu i robi wszystko, żeby ludzie mieli szansę zrozumieć co on czuje w górach i jak na nie patrzy. Nie wymaga żeby go za to chwalono. To po prostu jego wybór i decyzja oraz działanie wspierane przez wiele osób.

Podobało mi się, że opowieść zawierała przemyślane wątki, to znaczy himalaista zdawał sobie sprawę, o co przeciętny zjadacz chleba, który jego działanie obserwuje za pomocą technologii, może pytać.  Uwzględnił to w swojej opowieści i  niczego nie starał się ukryć. Chętnie i nie bez humoru odpowiadał na pytania, a potem cierpliwie podpisywał książki, dalej rozmawiał i pozwalał na zdjęcia. Wyraźnie widać, że nie próbował niczego udawać,  z zachowaniem marginesu prywatności wziął słuchaczy w góry, na które mieli szansę popatrzeć jego oczami.

Nie żałuję, że próbowałam i nie żałuję że byłam, co więcej, powiem , że jeśli macie szansę i interesują Was górskie klimaty, spróbujcie  kiedyś wziąć udział w  jednym z takich spotkań.

Pozdrawiam Ania

 

P.S. Jeśli chcecie dowiedzieć się co myślę o książce, możecie to zrobić TU.

  • http://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com Anna Nawrat

    Mam bardzo podobnie, jeśli chodzi o wysoki góry. Uwielbiam je za ich piękno i grozę, ale sama z moim lękiem wysokości (stewardesa jak się patrzy;P) i przestrzeni nigdy na nic wyższego niż Beskidy nie wejdę. Za to czytać o nich, oglądać zdjęcia i filmy mogłabym godzinami.

    Cieszę się, że spotkanie się udało i przy okazji udało Ci się na dodatek zwiedzić nowe miejsca:)