Vera Buck: Runa

Jeśli przejrzeć listę recenzowanych i czytanych przeze mnie  książek, staje się jasne, że szczególnie lubię te tytuły, które maja w sobie mocny aspekt psychologiczny Czy to ze względu na zawód, czy też prywatne zainteresowania lubię pogłębiać swoją wiedzę, ale też bawić się tematem, kiedy psychologia i choroby psychiczne staja się elementem albo tłem powieści. Dlatego właśnie sięgnęłam po  Runę Very Buck.  Książka nie okazała się jednak tym, za co chciałam ja brać i ostatecznie  bardzo mną wstrząsnęła.

Kto choć trochę interesuje się  leczeniem wie, że nie tak dawno zadziwiająco dużo racji było w powiedzeniu: „ Operacja się udała, pacjent umarł”. Niestety historia nie pozostawia złudzeń. Wiedzę medyczną zdobywaliśmy w ciężkich czasach i niedelikatny sposób. O ile suche dane nie robią aż takiego wrażenia, o tyle gdy mamy do czynienia z narracją ożywiająca pacjentów i napawającą im twarze, losy, imiona, nie jest lekko przejść nad tym do porządku dziennego. Vera Buck połączyła w swojej książce garść historii ze swoim wyobrażeniem i zabiera  czytelnika w fascynującą podróż po początkach neurologii. Z góry mówię:  nie jest to łatwa wycieczka. Opisy „metod leczenia”, a raczej tortur jakim poddawane były kobiety, nazywane histeryczkami nie należą do łatwych w odbiorze. Jest to spowodowane tym, że bardzo łatwo jest  wyobrazić sobie co dokładnie dzieje się z kobietą podczas leczenia. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że zdrowe, ale niewygodne  dla męskiej części społeczeństwa kobiety „diagnozowano” i „leczono” tylko  na potrzeby zbierania dowodów na to, że są nieprzydatne.  Im dalej byłam z lekturą, tym bardziej przerażało mnie to, że rok 1884, patrząc z perspektywy historii ludzkości, to nie tak znowu dawno.

Tajemnicą jest strach. To on sprawia, że stajemy się mali i słabi w chwili, w której moglibyśmy być wielcy i waleczni.

Pora powiedzieć trochę o fabule, choć , jak to u mnie zwykle okroją to do absolutnego minimum, niewykraczającego ponad to, co powiedzieli inni recenzenci, bo po przeczytaniu książki jestem zdania, że na korzyść książki działa jak najmniejsza wiedza na jest temat przed rozpoczęciem. Mylę nawet, że lepiej nie czytać opisu z tyłu książki.  Nie żeby zawierał jakiś większy spoiler, ale łatwo jest pokojarzyć fakty i domyślić się rozwoju fabuły.

Doktor Charcot, który cieszy się wielką sławą , ze względu na  doświadczenia i podwaliny psychiatrii jakim poświęcił swoją drogę zawodową. Jak nietrudno się domyślić jest on autorytetem dla Joriego i wielu innych, co więcej nie wątpi w swoją nieomylność.

Jaki wpływ na całą akcję będzie miała dziewczynka, która z braku imienia zostaje Runą? Kim jest, co wie? Nie odpowiem Wam oczywiście na te pytania.

Jeśli chodzi o bohaterów autorka nie ma problemów z ich urealnieniem. Jori Hell, który  wysuwa się na pierwszy plan jest studentem,   który łączy w sobie pasję, ambicję i własne dążenia, nie bojąc się ryzyka.  Mamy do czynienia z bohaterem obserwującym. To jego wstawki mroziły mi  krew w żyłach, bo oprócz opisów praktyk opisuje także reakcje obserwatorów . Szczerze?  To chyba  jeden z  najstraszniejszych elementów, nawet w zestawieniu z opisami tortur. Stosunek do kobiet przywodzi mi na myśl Trylogię Milenium, choć  w Runie jest gorzej.

Ciekawą jest fuzja historii i fikcji, o której już mówiłam, a którą chcę podkreślić, bo pozwoliła autorce uciec przed niebezpieczeństwem uczynienia z książki zbyt medycznej lub nudnej. Ostatecznie sądzę, że jeśli kogoś ciekawią początki psychiatrii, które były krwawe i z góry zakładały, że siedliskiem choa i przyjemna. Szczególnie, jeśli ktoś, tak jak ja, ma sporą wyobraźnię. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, po głowie krążą mi obrazy. Nie wiem. Może wynika to z tego, że jestem kobietą i za nic w świecie nie chcę być tak traktowana , a może raczej z obrazowego stylu autorki. Czujcie się ostrzeżeni. Pozostaje pytanie: sięgniecie? Pozdrawiam i czekam w komentarzach

Ania – Księganna

P.S. Zwiastun książki dobrze oddaje klimat, więc jeśli jeszcze się wahacie, możecie obejrzeć:

  • http://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com Anna Nawrat

    Brrr, brzmi przerażająco. Popatrz, jak to jest, że zawsze to kobiety najbardziej cierpiały w takich okolicznościach, że to je najczęściej (razem z kalekimi i tymi, którzy nie mogli się bronić) składano na ołtarzach nauki czy religii…
    Myślę, że po „Runę” sięgnę, ale może na wiosnę, gdy pogoda nie składania do ponurych rozmyślań na temat człowieczeństwa lub jego braku.

  • http://w-sercu-ksiazki.blogspot.com/ Marta

    Świetna, choć straszna, recenzja, a zwiastun już ostatecznie mnie przekonał, że bardzo bym chciała ją przeczytać…

    • https://www.ksieganna.com/ Anna Chalasz

      Skontaktuj się ze mną 🙂 mam jeden egzemplarz, który chętnie Ci odstąpię 🙂 Nie potrzebuję dwóch 🙂