Bogusław Śliwerski: Książki (nie)godne czytania

Szukając rzetelnej wiedzy ba określony temat, bardzo często napotykamy na ścianę.  Możliwości na półkach wiele, a nam zwyczajnie brak czasu na przeglądanie wszystkich i ocenianie ich przydatności. Nie wspomnę nawet o tym, że często nie mamy do tego kompetencji. Sięgamy w końcu po literaturę, która ma zbudować lub poszerzyć naszą wiedzę. Jak sobie z tym poradzić?  Najprościej zapytać specjalisty.

Kiedy dostałam możliwość zapoznania się z książką prof. Bogusława Śliwerskiego, bardzo się ucieszyłam. Zaczęłam też żałować, że  nie trafiłam na taki przegląd, kiedy rwałam sobie włosy z głowy wybierając bibliografię do pisanych przeze mnie prac.  Dopiero czytając Książki (nie)godne czytania zrozumiałam, że zastosowań tej publikacji jest o wiele więcej niż początkowo mogłabym przypuszczać. Po książki naukowe sięga się przecież nie tylko na okoliczność studiowania. Powiem więcej. Uważam, że szeroko rozumiana praca naukowa i praca w jakimkolwiek zawodzie wymaga ciągłego aktualizowania wiedzy i informacji. Oczywiście, ze względu na specjalizację profesora opowiada on o książkach przydatnych  pedagogom, rodzicom i osobom pracującym z ludźmi.

Co ciekawe i bardzo istotne wybrane do opisu zostały także książki nieoczywiste, zaskakujące niszowe (nawet z punktu widzenia kondycji rynku książki naukowej).

Już po wstępie łatwo jest zrozumieć, że trzymamy w rękach książkę wyjątkową, mającą na celu rozbudzenie w nas ciekawości względem książek i różnorodnych tematów. Istotny w odpowiednim odbiorze wydaje się pogląd profesora nt. poziomu czytelnictwa. Problemem nie jest, jego zdaniem, ilościowy poziom czytelnictwa, bowiem czytanie fizycznych wersji książek wspierane jest przez czytanie wersji elektronicznych, co nadal jeszcze nieczęsto uwzględnia się w ogólnych statystykach.  Problematyczne jest to, co czytamy i jak zastanawiamy się nad tekstem, jaki poznajemy[1].

Pracując na co dzień w szkole muszę się z tym zgodzić. Dzieci bardzo często wypożyczając lektury chcą wyłącznie wersje z opracowaniem. Wiedzą co czytają i rozumieją tekst, ale często nie umieją ocenić  jego przydatności, patrzą na niego całościowo, nie selekcjonują  informacji.  Uważam, że jest to spowodowane  tym jak podaje im się teraz wiedzę. Ktoś mądrzejszy wytłuścił  wszystko, co trzeba  zapamiętać, umieścił to w ramce i  spowodował, że uczniowie nie muszą podejmować decyzji o tym, co jest ważne.

W książce prof.  Śliwerskiego  umieszczone są krótkie opisy, wzbogacone cytatami, ale to odbiorca podejmuje decyzję o przydatności danego tytułu. Nazwałabym to mądrą pomocą. Taką, która daleka jest od wyręczania.  Jest to moim zdaniem najlepsza forma pokazania jak wiele czytelnik może wynieść z lektury, o ile oczywiście po nią sięgnie.

Chcę mieć nadzieję, że książki tego typu otworzą oczy  niektórym pedagogom i rodzicom, którzy mogą mieć wpływ na sposób przekazywania wiedzy uczniom. Trzeba bowiem wymagać oceny przydatności  i wiarygodności tekstu od dzieci. Tylko w ten sposób zyskają one zdolność posiadania  i wyrażania własnego zdania, która w obecnych czasach jest ważniejsza niż posiadanie suchej wiedzy,  bez umiejętnej jej oceny.

 Myślę, że dość Jano zauważyliście, że książka, o której dziś piszę bardzo przypadła mi do gustu i bardzo Wam ją polecam. Oprócz plusów jakie starałam się  podać powyżej dowiecie się o wielu interesujących tytułach i być może sami zaczniecie wyszukiwać literaturę, która tylko z pozoru jest  niegodna

Pozdrawiam, ciesząc się, że wreszcie udało mi się wrócić do  aktywności na blogu.

Ania- Księganna

[1] B. Śliwerski, Książki (nie)godne czytania, Impuls, Kraków 2017, s. 9-10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *